Co to jest śmierć? Dla chorych jest ona nagła, bolesna. A dla żołnierzy? Dla nich, to duma. Dla ojczyzny poświęcają to co mają najważniejsze, życie. Nigdy nie chciałam umrzeć w domu, jak spałam. Myślałam nad tym jaka ona będzie? Żaden żołnierz nie chciałby aby jego śmierć była ot tak, na raka, wylew itd.
Na polu bitwy jest wiele przemyśleń. Jak wygląda moja córka Holi, czy Anva jest szczęśliwą matką swoich bliźniąt, czy Michael wygrywa zawody? Tego nie wiem, zapewne ogłosili mnie zaginioną. Typowe dla wojska. A ja tu jestem walczę! I wygrywam.
-Holi podasz cioci butelkę z mlekiem, trzeba nakarmić bliźniaki.
-Już idę- powiedziała mała murzynka tupocząc swoimi nóżkami o drewnianą podłogę.
-Dziękuje Ci- powiedziałam, a tuż zaraz usłyszałam dzwonek do drzwi- pójdziesz otworzyć?
Poszła otworzyć a ja siedziałam na kanapie dając jeść małym. W drzwiach ujrzałam, Heroinę, to była ona. Ubrana w militarny strój a na ramieniu miała torbę.
-Witaj Anva- spojrzała się na mnie.
-Heroina, ty żyjesz!- wtuliłam się w nią. Zobaczyłam, ona była ranna- Co to?
-Poszczelili mnie, miałam operacje, a już jest dobrze, a gdzie jest Andi?
-Na treningu.
-A Michael?
-Ty nie wiesz.
-Czego nie wiem?!
-Usiądź wszystko Ci opowiem!
Michael pół roku temu zmarł. Na zawodach, mieli kiepskie warunki, a trener Pointner i tak go puścił, zbyt mocno zawiało i on upadł, ratowali go miesiąc, niestety, nie dał rady.
Heroina słuchała z łzami w oczach, nie mogła uwierzyć że go już nie ujrzy. To było smutne.
Już parę lat minęło od powrotu Hery, pozbierała się, zaczęła trenować biegi narciarskie, wszystkie zwycięstwa dedykuje żołnierzom i Michaelowi. Jest już złotą medalistką, i okrzyknięta najlepszą zawodniczką. Wychowuje Holi która chcę zostać prawnikiem.
A ja z Andi wychowujemy nasze maleństwa, Andi zrezygnował z skoków, nie chcę zostawić nas tak jak Michael Heroine. Jest trenerem w jego rodzinnym klubie. A ja, ja zajmuję się moimi skarbami, Grey
I nie wszyscy żyli długo i szczęśliwie........
THE END
Nigdy mnie nie zapomnij
wtorek, 24 czerwca 2014
piątek, 2 maja 2014
Rozdział czternasty
Mijały dni, a ja obserwowałem jak się rozwija ciąża mojej narzeczonej. To był już 9 miesiąc. Lada dzień urodzą się maleństwa. Jestem szczęśliwym ojcem. Hera już wyjechała ślad po niej zaginął. Powiedziano nam że jest w kręgu poszukiwanych/zaginionych na linii frontu. Michael się załamał. Holi podczas zawodów jest u Anvy.
-Kochanie kiedy będziesz?- zapytała opłakanym głosem Anva.
-Zaraz, a co jest?
-Znalazłam pamiętnik Hery. Ona chyba wiedziała że tam umrze.
-Kochanie, ona żyje, jeszcze wróci.
-Andreas ja w to nie wierze.
Wszedłem do domu, Anva i Holi leżały na podłodze i płakały.
-Nie płaczcie- podszedłem do nich, i przytuliłem.
-Ona to czuła.- Anva.
- Nic nie możemy zrobić. Przeczytasz fragment.
-Ona zostawiła list do mnie i ciebie.
Drodzy
Jeżeli czytacie ten list to znaczy że nie żyje, bądź jestem na liście zagubionych. Powiem że te dwie rzeczy są wspólne , w wojsku nie ma takiego czegoś jak zaginienie. Nie martwcie się. Żyjcie, kochajcie się, bądźcie szczęśliwymi rodzicami. Powiedzcie Holi że ją kocham, i jestem z nią w jej sercu.
Heroina.
-Michael wie?
-Dla niego też jest.
-On jutro wraca, dasz mu to, nic nie mów mu o pamiętniku, nie stresuj się bo urodzisz.
-Jutro mamy urodziny.
-To dla niej postaraj się wytrzymać do jutra.
Dziś poszliśmy wcześniej spać, razem z Anvą czuwaliśmy. Anva poczuła skurcz. Pojechaliśmy razem do szpitala. To zaczynamy rodzić.
--------------------------------
To już jest ostatni rozdział, trochę mało, no ale...
To tylko epilog.
Pozdrawiam :*
-Kochanie kiedy będziesz?- zapytała opłakanym głosem Anva.
-Zaraz, a co jest?
-Znalazłam pamiętnik Hery. Ona chyba wiedziała że tam umrze.
-Kochanie, ona żyje, jeszcze wróci.
-Andreas ja w to nie wierze.
Wszedłem do domu, Anva i Holi leżały na podłodze i płakały.
-Nie płaczcie- podszedłem do nich, i przytuliłem.
-Ona to czuła.- Anva.
- Nic nie możemy zrobić. Przeczytasz fragment.
-Ona zostawiła list do mnie i ciebie.
Drodzy
Jeżeli czytacie ten list to znaczy że nie żyje, bądź jestem na liście zagubionych. Powiem że te dwie rzeczy są wspólne , w wojsku nie ma takiego czegoś jak zaginienie. Nie martwcie się. Żyjcie, kochajcie się, bądźcie szczęśliwymi rodzicami. Powiedzcie Holi że ją kocham, i jestem z nią w jej sercu.
Heroina.
-Michael wie?
-Dla niego też jest.
-On jutro wraca, dasz mu to, nic nie mów mu o pamiętniku, nie stresuj się bo urodzisz.
-Jutro mamy urodziny.
-To dla niej postaraj się wytrzymać do jutra.
Dziś poszliśmy wcześniej spać, razem z Anvą czuwaliśmy. Anva poczuła skurcz. Pojechaliśmy razem do szpitala. To zaczynamy rodzić.
--------------------------------
To już jest ostatni rozdział, trochę mało, no ale...
To tylko epilog.
Pozdrawiam :*
niedziela, 23 marca 2014
Rozdział trzynasty
W tamtej chwili byłam szczęśliwa że go mi Bóg oddał. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tamtego popołudnia nie poszłam do domu, zostałam z nim. Choć jeszcze był trochę słaby wyglądał dobrze, zostało mu jeszcze rehabilitacje, no i jeszcze kilka dni w szpitalu. Nie byłam już zła na niego, że narażał życie. On był trochę w szoku, dlatego gdy doktor powiedział mu o tym że przez kilka miesięcy może i więcej nie mógł skakać. Heroina nam pomagała, pomogła mi, Michael pomógł Andreasowi. Oni obydwoje nas wspierali, choć sami nie mieli lekko. Przyszli do niego na odwiedziny. Andi jeszcze nie wiedział o tym, że Heroina jedzie na misje. Miała mu to sama powiedzieć, Holi nie mogła tego wiedzieć, tak mi się wydaje.Andi cieszył się na widok małej Holi, widać że ją polubił.
-To co?- zaczęła rozmowę Hera- Zostaniecie rodzicami.
-Tak bardzo się cieszę- odpowiedział Welli.
-Nie dziwię się- wtrącił Michael- mieć żonę i dziecko to naprawdę wielkie szczęście.
-Dzieci- odpowiedziałam.
-Co?- zdziwieni, razem zapytali obecni na sali, nawet Andreas.
-Byłam na badaniach, no i.....- zamilkłam- Będziemy mieli bliźnięta.
-Kochanie- lekkie łzy poleciały po policzkach mojego narzeczonego.- Naprawdę? Tak się cieszę, teraz podwójnie.
-An to gratuluje.- powiedziała Heroina.
-Dziękuje- powiedziałam- to już ósmy tydzień.
-A płeć znasz?- spytał tatuś.
-Nie, to jeszcze za wcześniej, ale nie wiem czy chcę ją znać.- odpowiedziałam.
Przez tą rozmowę bacznie przyglądałam się Michaelowi, był smutny, zamyślony i wściekły w jednym. Trochę mi ich żal, muszą patrzeć na nasze szczęście, gdy oni nawet w 2% nie są szczęśliwi. Miało być tak idealnie, a wyszło, co wyszło. Niestety trzeba żyć dalej, a poza tym Heroina nie wyjeżdża na wieczność, tylko na rok.
Andreas
Byłem tak szczęśliwy, moja przyszła żona jest w ciąży i urodzi bliźniaki, lepiej być nie może. Heroina i Michael też wydają się szczęśliwi, w końcu mają życie jak w bajce....
Dziewczyny pojechały do domu, Holi była zmęczona, a w domu czekał Gra-y, który za niedługo ma trafić do zoo w Berlinie, oczywiście Anva będzie mogła go zabrać kiedy chce, ale w zoo będzie miał lepiej.
Michael został ze mną, chciał pogadać, wydawał się zamyślony, czyżby zdradzał Heroine, a może ona jego?
Siedzieliśmy w ciszy, ani on nie chciał zaczynać rozmowy, a ja to tym bardziej.
Wreszcie, zaczął mi mówić o jakieś misji wojskowej, nie miałem pojęcia o czym mówi, po chwili dodał:
-No i Heroina jedzie na taką misję.- zamilkł.
Milczałem. Nic nie powiedziałem, dopiero później do mnie to dotarło, nie wiedziałem co powiedzieć.
-Stary, przykro mi.- wypowiedziałem to bo nic innego nie przyszło mi do głowy.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ja się teraz czuje, zostanę sam.
-Nie.
-Tak- odpowiedział patrząc mi w oczy.
-Nie- powtórzyłem- Masz jeszcze Holi.
--------------------------------------------------------------
Jest :P Wreszcie :) Taki trochę denny ale myślę że nie jest taki zły, no nie? :)
Pozdrawiam :*
-To co?- zaczęła rozmowę Hera- Zostaniecie rodzicami.
-Tak bardzo się cieszę- odpowiedział Welli.
-Nie dziwię się- wtrącił Michael- mieć żonę i dziecko to naprawdę wielkie szczęście.
-Dzieci- odpowiedziałam.
-Co?- zdziwieni, razem zapytali obecni na sali, nawet Andreas.
-Byłam na badaniach, no i.....- zamilkłam- Będziemy mieli bliźnięta.
-Kochanie- lekkie łzy poleciały po policzkach mojego narzeczonego.- Naprawdę? Tak się cieszę, teraz podwójnie.
-An to gratuluje.- powiedziała Heroina.
-Dziękuje- powiedziałam- to już ósmy tydzień.
-A płeć znasz?- spytał tatuś.
-Nie, to jeszcze za wcześniej, ale nie wiem czy chcę ją znać.- odpowiedziałam.
Przez tą rozmowę bacznie przyglądałam się Michaelowi, był smutny, zamyślony i wściekły w jednym. Trochę mi ich żal, muszą patrzeć na nasze szczęście, gdy oni nawet w 2% nie są szczęśliwi. Miało być tak idealnie, a wyszło, co wyszło. Niestety trzeba żyć dalej, a poza tym Heroina nie wyjeżdża na wieczność, tylko na rok.
Andreas
Byłem tak szczęśliwy, moja przyszła żona jest w ciąży i urodzi bliźniaki, lepiej być nie może. Heroina i Michael też wydają się szczęśliwi, w końcu mają życie jak w bajce....
Dziewczyny pojechały do domu, Holi była zmęczona, a w domu czekał Gra-y, który za niedługo ma trafić do zoo w Berlinie, oczywiście Anva będzie mogła go zabrać kiedy chce, ale w zoo będzie miał lepiej.
Michael został ze mną, chciał pogadać, wydawał się zamyślony, czyżby zdradzał Heroine, a może ona jego?
Siedzieliśmy w ciszy, ani on nie chciał zaczynać rozmowy, a ja to tym bardziej.
Wreszcie, zaczął mi mówić o jakieś misji wojskowej, nie miałem pojęcia o czym mówi, po chwili dodał:
-No i Heroina jedzie na taką misję.- zamilkł.
Milczałem. Nic nie powiedziałem, dopiero później do mnie to dotarło, nie wiedziałem co powiedzieć.
-Stary, przykro mi.- wypowiedziałem to bo nic innego nie przyszło mi do głowy.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ja się teraz czuje, zostanę sam.
-Nie.
-Tak- odpowiedział patrząc mi w oczy.
-Nie- powtórzyłem- Masz jeszcze Holi.
--------------------------------------------------------------
Jest :P Wreszcie :) Taki trochę denny ale myślę że nie jest taki zły, no nie? :)
Pozdrawiam :*
poniedziałek, 3 marca 2014
Rozdział dwunasty
-Może nie przeżyć tej nocy- odrzekł doktor. A ja nie wytrzymałam, wybiegłam na dwór, miałam ochotę zamknąć oczy i ich nie otworzyć. Ta wiadomość nie dotarła do mnie, albo, dotarła tylko zbyt szybko. Miałam już nigdy nie usłyszeć jego głosu, nie poczuć jego ust, i ciepła który mnie otulał w zimowe wieczory. On nie może umrzeć, jeśli to zrobi to i ja to zrobię. Jedyna rzecz która mnie by tu zostawiła to malutki Andreas, którego nosiłam w sobie.Głupi jeden skok przeważył o całym życiu, nie tylko jego, ale i naszym...
Heroina wybiegła za mną, wołając mnie abym się zatrzymała. Posłuchałam ją.
-Weź się w garść- odpowiedziała- będzie dobrze, musi być, rozumiesz. Andreas przeżyje, słyszysz?!- a w jej oczach był strach, ona sama nie wierzyła w to co mówi. Ja jej nie wierzyłam. Wierzyłam w to że Bóg pozwoli nam być razem, czy to na ziemi, czy to w niebie.
-Ale słyszałaś co doktor mówił? Ty nie masz takiego wykształcenia, i nie wiesz co mu jest.Nie wiesz co ja teraz czuję. Mam zostać samotną matką, mam żyć bez niego?
-Ty jeszcze go masz? Jeszcze nie zmarł. Teraz powinnaś być przy nim i z nim rozmawiać. Myślisz że ja mam łatwo. Za trzy tygodnie będę musiała strzelać do morderców, może i ja nie przeżyje, to jest pewne.-powiedziała Hera. Może ma racje ona musi tam jechać. Trochę te słowa podniosły mnie na duchu, ale niestety Michael wszystko usłyszał.
-Ty wyjeżdżasz na misje?- powiedział z łzami w oczach-Kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć, dzień przed?- odszedł a Heroina za nim.
Postanowiłam pójść do sali w której leżał Andi, cały czas spał, wszystkie rany były okropne. Cisza w sali mnie przerażała, nie wytrzymałam musiałam coś się odezwać.
- Czemu ty tak się spieszyłeś? Przecież i tak bym poczekała, ja zawsze za tobą poczekam nawet teraz, nie opuszczaj mnie, ja jestem w ciąży z tobą będziemy mieli dziecko, nie zapomnij o nas gdy będziesz tam u góry wybierał życie na ziemi czy w niebie. Proszę. Kocham Cię.- zasnęłam głową na jego dłoni.
W tym samym czasie u Heroiny i Michaela.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- powiedział chłopak.- Tylko nie mów że się bałaś.
-Nie bałam się.
-To dlaczego?- zaczął płakać.
-To nie było takie proste, wolałam powiedzieć kilka dni przed, żebyśmy żyli normalnie. Nie chciałam źle.
-No dobrze. Skąd taki pomysł żeby się zapisać na misje? Dla kasy, przecież nigdy ci niczego brakowało.
-Nie dla pieniędzy. Zrozum ja poszłam do wojska dlatego żeby się spełnić, zrobić coś dla kogoś, nie tylko dla siebie, a w tamten czas tylko to mi do głowy przychodziło. Przepraszam że Cie zawiodłam. Obiecuj mi że zaopiekujesz się Holi, i Anvą jak Andreas nie będzie mógł.
-Nie przepraszaj, to moja wina, zaczęliśmy szczęśliwie żyć i nie wyobrażam sobie jego bez ciebie.
Już nic nie powiedzieli. Przytulili się przyszli na korytarz przed się Andreasa, i zasnęli na fotelu.
Rano obudziły mnie jakieś głosy. Damski i męski. Weszli do sali, a ja od razu wstałam. Andreas nadal nie dawał oznak na poprawę jego stanu. Jego mama i tata to ich usłyszałam. Weszli do sali, pierw spojrzeli na ich syna a następnie na mnie.
-Anva, rozmawialiśmy z doktorem i on nam powiedział że jego stan jest cały czas stabilny, dziwi się że przeżył tą noc, ale zanim się wybudzi minie kilka dni.
Nic nie powiedziałam byłam wyczerpana, przez połowy nocy nie spałam i rozmawiałam z nim nawet nie pamiętam o czym. Oni patrzyli na mnie, chyba nie wiedzieli o tym że jestem w ciąży.
-Jestem w ciąży.- powiedziałam patrząc się w oczy dziadków mojego dziecka. Nic nie powiedzieli, uśmiechali się raz to do mnie a drugi to do leżącego Andreasa.Chyba się cieszyli.
Mijały dni, a ja cały czas siedziałam u leżącego, śpiącego Andreasa. Pięć dni po wypadku stał się cud. Jak co dzień na pożegnanie mówiłam mu słowa.
-Tylko mnie nie zapomnij.
I nic się nie zmieniło wtedy. Pocałowałam go w czoło. On otworzył oczy, pierw myślałam że mi się przewidziało, ale gdy mi odpowiedział wiedziałam że to nie są przewidzenia.
-Nigdy Cię nie zapomnę.
--------------------------------------------------------
Mój ulubiony rozdział. Jest nawiązanie do tytułu. Nie mogłam się doczekać aż opublikuje ten rozdział, więc jest od razu. Myślę że się spodoba. Całuski :*
Heroina wybiegła za mną, wołając mnie abym się zatrzymała. Posłuchałam ją.
-Weź się w garść- odpowiedziała- będzie dobrze, musi być, rozumiesz. Andreas przeżyje, słyszysz?!- a w jej oczach był strach, ona sama nie wierzyła w to co mówi. Ja jej nie wierzyłam. Wierzyłam w to że Bóg pozwoli nam być razem, czy to na ziemi, czy to w niebie.
-Ale słyszałaś co doktor mówił? Ty nie masz takiego wykształcenia, i nie wiesz co mu jest.Nie wiesz co ja teraz czuję. Mam zostać samotną matką, mam żyć bez niego?
-Ty jeszcze go masz? Jeszcze nie zmarł. Teraz powinnaś być przy nim i z nim rozmawiać. Myślisz że ja mam łatwo. Za trzy tygodnie będę musiała strzelać do morderców, może i ja nie przeżyje, to jest pewne.-powiedziała Hera. Może ma racje ona musi tam jechać. Trochę te słowa podniosły mnie na duchu, ale niestety Michael wszystko usłyszał.
-Ty wyjeżdżasz na misje?- powiedział z łzami w oczach-Kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć, dzień przed?- odszedł a Heroina za nim.
Postanowiłam pójść do sali w której leżał Andi, cały czas spał, wszystkie rany były okropne. Cisza w sali mnie przerażała, nie wytrzymałam musiałam coś się odezwać.
- Czemu ty tak się spieszyłeś? Przecież i tak bym poczekała, ja zawsze za tobą poczekam nawet teraz, nie opuszczaj mnie, ja jestem w ciąży z tobą będziemy mieli dziecko, nie zapomnij o nas gdy będziesz tam u góry wybierał życie na ziemi czy w niebie. Proszę. Kocham Cię.- zasnęłam głową na jego dłoni.
W tym samym czasie u Heroiny i Michaela.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- powiedział chłopak.- Tylko nie mów że się bałaś.
-Nie bałam się.
-To dlaczego?- zaczął płakać.
-To nie było takie proste, wolałam powiedzieć kilka dni przed, żebyśmy żyli normalnie. Nie chciałam źle.
-No dobrze. Skąd taki pomysł żeby się zapisać na misje? Dla kasy, przecież nigdy ci niczego brakowało.
-Nie dla pieniędzy. Zrozum ja poszłam do wojska dlatego żeby się spełnić, zrobić coś dla kogoś, nie tylko dla siebie, a w tamten czas tylko to mi do głowy przychodziło. Przepraszam że Cie zawiodłam. Obiecuj mi że zaopiekujesz się Holi, i Anvą jak Andreas nie będzie mógł.
-Nie przepraszaj, to moja wina, zaczęliśmy szczęśliwie żyć i nie wyobrażam sobie jego bez ciebie.
Już nic nie powiedzieli. Przytulili się przyszli na korytarz przed się Andreasa, i zasnęli na fotelu.
Rano obudziły mnie jakieś głosy. Damski i męski. Weszli do sali, a ja od razu wstałam. Andreas nadal nie dawał oznak na poprawę jego stanu. Jego mama i tata to ich usłyszałam. Weszli do sali, pierw spojrzeli na ich syna a następnie na mnie.
-Anva, rozmawialiśmy z doktorem i on nam powiedział że jego stan jest cały czas stabilny, dziwi się że przeżył tą noc, ale zanim się wybudzi minie kilka dni.
Nic nie powiedziałam byłam wyczerpana, przez połowy nocy nie spałam i rozmawiałam z nim nawet nie pamiętam o czym. Oni patrzyli na mnie, chyba nie wiedzieli o tym że jestem w ciąży.
-Jestem w ciąży.- powiedziałam patrząc się w oczy dziadków mojego dziecka. Nic nie powiedzieli, uśmiechali się raz to do mnie a drugi to do leżącego Andreasa.Chyba się cieszyli.
Mijały dni, a ja cały czas siedziałam u leżącego, śpiącego Andreasa. Pięć dni po wypadku stał się cud. Jak co dzień na pożegnanie mówiłam mu słowa.
-Tylko mnie nie zapomnij.
I nic się nie zmieniło wtedy. Pocałowałam go w czoło. On otworzył oczy, pierw myślałam że mi się przewidziało, ale gdy mi odpowiedział wiedziałam że to nie są przewidzenia.
-Nigdy Cię nie zapomnę.
--------------------------------------------------------
Mój ulubiony rozdział. Jest nawiązanie do tytułu. Nie mogłam się doczekać aż opublikuje ten rozdział, więc jest od razu. Myślę że się spodoba. Całuski :*
niedziela, 2 marca 2014
Rozdział jedenasty
Anva
Nie zdawałam sobie sprawy z powagi jej sytuacji. Ja się ciesze z powodu mojego wesela, a ona miała się już z nami żegnać. Obiecałam jej że nikomu nie powiem, do mojego wesela. To już trzy tygodnie. Postanowiliśmy się dziś dobrze bawić.
Trochę już się przyzwyczaiłam że mam matkę ale i tak jej nie nazywałam tak. Wolałam ,,pani''. Widać było że Heroina już się do niej przyzwyczaiła.Poszliśmy na plac zabaw z Holi. Mój telefon przeszkodził nam w w zabawie. To Michael, ale dlaczego do mnie?
-Halo.
-Anva, stało się nieszczęście, Andreas.- zamilkł.
-Co Andreas?- zaczęłam się drzeć do słuchawki.
-Miał wypadek na treningu, właśnie jadę do szpitala. Nie jest chyba dobrze.
-Do jakiego szpitala, zaraz wyjdę.
-Przewieźli go od razu do Berlina.
-Ale konkretnie?
-ARGRA Klinik Berlin ulica Carmetr.
-Co się stało?- spytała Hera.
-Andraes jest w szpitalu. Jadę.
-Ja tez, mamo zostaniesz z Holi?- zapytała Hera mamę.
-Oczywiście, to my pójdziemy na ten plac a wy jedźcie.- powiedziała mama.
-Dobra, a czy ty chcesz jechać?- powiedziała Hera
-Jak to czym, moim samochodem.-odrzekłam.
-Samolotem pojedziesz w pół godziny.
-Skąd ja teraz znajdę linie lotnicze które akurat lecą do Berlina?
-Poczekaj. -powiedziała i już wykręcała do kogoś.
-Za 20 minut mamy być na lotnisku, załatwiłam prywatny samolot.- powiedziała Hera.
-Dziękuje.
Już po godzinie byliśmy w szpitalu. Pośpiesznym krokiem skierowałam się do recepcji i zapytałam o Andrasa, gdzie on leży. Heroina zauważyła Michaela już nawet nie słuchałam co mówi pielęgniarka w recepcji, podeszłam do niego.
-Co z nim, gdzie on jest?- zapytałam.
-Ma operacje, trzeba czekać.
-Ale jak to się stało?- zapytałam, usiadłam i zaczęłam płakać.
-Wiatr był za mocny, miotło go, trener mu nie kazał, ale on się uparł że są dobre warunki, chciał szybko wrócić do ciebie.
-Narażał swoje życie, żeby szybciej przyjechać do mnie?! To moja wina.
-Nie, on mi powiedział o twoim stanie, nie powinnaś się obwiniać.- powiedział, i nagle Hera zareagowała na słowa Michela.
-Jakim stanie, Anva coś Ci jest?- zapytała.
-Jestem w ciąży, wczoraj się dowiedziałam, miałam ci powiedzieć ale ty mi powiedziałaś to, i nie chciałam...
-Co jej powiedziałaś?- zapytał Michael Heroine.
-Słuchaj nie jest dobrze..- przerwał jej lekarz operujący Andraesa.
-Co z nim jest- zapytałam.
-Pani pewnie to jego narzeczona? Przeprowadziliśmy już operacje, ale stan cały czas jest ciężki. Przykro ale muszę to powiedzieć....
-Co niech pan mówi..- krzyknęłam na niego.
---------------------------------------------
Dzisiejszy rozdział jest trochę tragiczny. Przykry.
A tak poza tym
KAMIL DZIŚ ZAJĄŁ 1 MIEJSCE I ODZYSKAŁ ŻÓŁTY PLASTER. JUPI!!!
GRATULUJEMY :*
Nie zdawałam sobie sprawy z powagi jej sytuacji. Ja się ciesze z powodu mojego wesela, a ona miała się już z nami żegnać. Obiecałam jej że nikomu nie powiem, do mojego wesela. To już trzy tygodnie. Postanowiliśmy się dziś dobrze bawić.
Trochę już się przyzwyczaiłam że mam matkę ale i tak jej nie nazywałam tak. Wolałam ,,pani''. Widać było że Heroina już się do niej przyzwyczaiła.Poszliśmy na plac zabaw z Holi. Mój telefon przeszkodził nam w w zabawie. To Michael, ale dlaczego do mnie?
-Halo.
-Anva, stało się nieszczęście, Andreas.- zamilkł.
-Co Andreas?- zaczęłam się drzeć do słuchawki.
-Miał wypadek na treningu, właśnie jadę do szpitala. Nie jest chyba dobrze.
-Do jakiego szpitala, zaraz wyjdę.
-Przewieźli go od razu do Berlina.
-Ale konkretnie?
-ARGRA Klinik Berlin ulica Carmetr.
-Co się stało?- spytała Hera.
-Andraes jest w szpitalu. Jadę.
-Ja tez, mamo zostaniesz z Holi?- zapytała Hera mamę.
-Oczywiście, to my pójdziemy na ten plac a wy jedźcie.- powiedziała mama.
-Dobra, a czy ty chcesz jechać?- powiedziała Hera
-Jak to czym, moim samochodem.-odrzekłam.
-Samolotem pojedziesz w pół godziny.
-Skąd ja teraz znajdę linie lotnicze które akurat lecą do Berlina?
-Poczekaj. -powiedziała i już wykręcała do kogoś.
-Za 20 minut mamy być na lotnisku, załatwiłam prywatny samolot.- powiedziała Hera.
-Dziękuje.
Już po godzinie byliśmy w szpitalu. Pośpiesznym krokiem skierowałam się do recepcji i zapytałam o Andrasa, gdzie on leży. Heroina zauważyła Michaela już nawet nie słuchałam co mówi pielęgniarka w recepcji, podeszłam do niego.
-Co z nim, gdzie on jest?- zapytałam.
-Ma operacje, trzeba czekać.
-Ale jak to się stało?- zapytałam, usiadłam i zaczęłam płakać.
-Wiatr był za mocny, miotło go, trener mu nie kazał, ale on się uparł że są dobre warunki, chciał szybko wrócić do ciebie.
-Narażał swoje życie, żeby szybciej przyjechać do mnie?! To moja wina.
-Nie, on mi powiedział o twoim stanie, nie powinnaś się obwiniać.- powiedział, i nagle Hera zareagowała na słowa Michela.
-Jakim stanie, Anva coś Ci jest?- zapytała.
-Jestem w ciąży, wczoraj się dowiedziałam, miałam ci powiedzieć ale ty mi powiedziałaś to, i nie chciałam...
-Co jej powiedziałaś?- zapytał Michael Heroine.
-Słuchaj nie jest dobrze..- przerwał jej lekarz operujący Andraesa.
-Co z nim jest- zapytałam.
-Pani pewnie to jego narzeczona? Przeprowadziliśmy już operacje, ale stan cały czas jest ciężki. Przykro ale muszę to powiedzieć....
-Co niech pan mówi..- krzyknęłam na niego.
---------------------------------------------
Dzisiejszy rozdział jest trochę tragiczny. Przykry.
A tak poza tym
KAMIL DZIŚ ZAJĄŁ 1 MIEJSCE I ODZYSKAŁ ŻÓŁTY PLASTER. JUPI!!!
GRATULUJEMY :*
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział dziesiąty
Wstałam o 10:00, po pierwsze Holi nie dała mi się wyspać, a po drugie Michael miał o 14:30 wyjechać na treningi, zima się skończyła ale LGP miało się zacząć lada moment. Musieliśmy się pożegnać z nim, a Holi miła dziś poznać się z babcią Holi, Anva miała do nas dołączyć tylko ona myśli że tylko z nami czyli mną i małą. Mama też nie wie że pozna swą drugą córkę. A to będą miały niespodziankę.
Tylko nie to mnie zamartwiało. Dziś przed spotkaniem miałam ważną sprawę. Bałam się tej sprawy. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
Anva była o 15 i już pukała do naszych drzwi. Holi poszła otworzyć.
- Cześć ciociu.
-Część maluszku, co tam u was słychać?
-Mama zaraz wychodzi, a tata pojechał wygrywać, a ja zostaje z tobą na małą godzinkę. A reszta to niespodzianka, nie mogę wygadać.
-No dobrze, a gdzie mama? zaprowadzisz?
-Mhm..
- Cześć Anva, zostaniesz z małą, muszę załatwić coś na mieście.
-Jasne, a gdzie się wybierasz?
-Nieważne, a gdzie masz Grey-a?
-Jest u swojej ulubionej niani!- zaczęła się śmiać.
-Niech zgadnę Leon?
-Mhm...- i wtedy wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Wyszłam, miałam spotkanie z kimś który miał mi powiedzieć coś ważnego, coś co zrobiłam w szkole dawno temu, i tego nie żałuje choć wiem że to nic dobrego. Będę robiła to co mam za zadanie. Zrobię wszystko co w mojej mocy.
Po spotkaniu nie byłam w stanie dojść do domu, musiałam pójść z świadomością że za miesiąc wszystko się skończy, dla mnie. Doszłam do domu gdzie już czekały na mnie uszykowane na wyjście na lody Anva i Holi.
Z mamą byłam już umówiona, więc poszliśmy do kawiarni w której z daleka widziałam mamę jak już czekała.
-Heroina!- zawołała.
-Mama- odpowiedziałam i podeszłam do niej wraz ze mną Holi.
-Mama?- powiedziała Anva ze zdziwieniem.
- To jest Holi, czyli nasza biologiczna mama.- opowiedziałam jej jak ją spotkałam, i że ja jej wybaczyłam a to co ona zrobi to jej sprawa ja chcę żeby Holi miała babcie.
- Dobrze- powiedziała Anva- mamo?! chyba mnie rozumiesz dlaczego tak zareagowałam, nie widziałam Cię dwadzieścia parę lat, nie byłam przygotowana na to spotkanie, i jeszcze te emocje związane ze ślubem.
-Słyszałam o twoich zaręczynach od Heroiny, gratuluje.- powiedziała mama.
-Dziękuje ma się odbyć za trzy tygodnie, nie chcemy czedkać.
- Za trzy tygodnie??- zapytałam byłam trochę zdziwiona.
-Tak, zaproszenia zostały już wysłane- powiedziała do mnie- i oczywiście ty też jesteś zaproszona, mamo.- zwróciła się do mamy.
-No dobrze dobrze ja jestem Holi, kiedy zjemy te lody?- zapytała moja córeczka.
-Ja też jestem Holi, i jestem twoją babcią , kupię ci największy deser, ok?-powiedziała mama.- To my pójdziemy zamówić desery a wy tu zastańcie.
Poszły a ja czułam że muszę się komuś wyżalić.
-Anva?- zapytałam, upewniałam się czy mnie będzie słuchać.
-Tak?
-Mam problem, za miesiąc mnie już nie będzie tu.
-Ale co masz na myśli?
- Za czasów studiów zapisałam się do armii krajowej, oni mieli mi dać cynka, telefon kiedy miałabym wyjechać na misje. To się dziś stało, na tym spotkaniu powiedzieli mi że za miesiąc muszę wyjechać nie ma odwrotu, ponieważ już nikogo nie mieli. Wypadło na mnie.
-----------------------------------------------------------------
Mamy X rozdział, mój ulubiony. Mam jeszcze ok. dziesięć może więcej rozdziałów, więc to jeszcze trochę.
Teraz mam trochę materiału do nauki więc rozdziały będą co tydzień może mniej. Niestety trzecia klasa :/
CZEKAM NA WASZE OPINIE, TO MNIE MOTYWUJĘ :)
Tylko nie to mnie zamartwiało. Dziś przed spotkaniem miałam ważną sprawę. Bałam się tej sprawy. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
Anva była o 15 i już pukała do naszych drzwi. Holi poszła otworzyć.
- Cześć ciociu.
-Część maluszku, co tam u was słychać?
-Mama zaraz wychodzi, a tata pojechał wygrywać, a ja zostaje z tobą na małą godzinkę. A reszta to niespodzianka, nie mogę wygadać.
-No dobrze, a gdzie mama? zaprowadzisz?
-Mhm..
- Cześć Anva, zostaniesz z małą, muszę załatwić coś na mieście.
-Jasne, a gdzie się wybierasz?
-Nieważne, a gdzie masz Grey-a?
-Jest u swojej ulubionej niani!- zaczęła się śmiać.
-Niech zgadnę Leon?
-Mhm...- i wtedy wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Wyszłam, miałam spotkanie z kimś który miał mi powiedzieć coś ważnego, coś co zrobiłam w szkole dawno temu, i tego nie żałuje choć wiem że to nic dobrego. Będę robiła to co mam za zadanie. Zrobię wszystko co w mojej mocy.
Po spotkaniu nie byłam w stanie dojść do domu, musiałam pójść z świadomością że za miesiąc wszystko się skończy, dla mnie. Doszłam do domu gdzie już czekały na mnie uszykowane na wyjście na lody Anva i Holi.
Z mamą byłam już umówiona, więc poszliśmy do kawiarni w której z daleka widziałam mamę jak już czekała.
-Heroina!- zawołała.
-Mama- odpowiedziałam i podeszłam do niej wraz ze mną Holi.
-Mama?- powiedziała Anva ze zdziwieniem.
- To jest Holi, czyli nasza biologiczna mama.- opowiedziałam jej jak ją spotkałam, i że ja jej wybaczyłam a to co ona zrobi to jej sprawa ja chcę żeby Holi miała babcie.
- Dobrze- powiedziała Anva- mamo?! chyba mnie rozumiesz dlaczego tak zareagowałam, nie widziałam Cię dwadzieścia parę lat, nie byłam przygotowana na to spotkanie, i jeszcze te emocje związane ze ślubem.
-Słyszałam o twoich zaręczynach od Heroiny, gratuluje.- powiedziała mama.
-Dziękuje ma się odbyć za trzy tygodnie, nie chcemy czedkać.
- Za trzy tygodnie??- zapytałam byłam trochę zdziwiona.
-Tak, zaproszenia zostały już wysłane- powiedziała do mnie- i oczywiście ty też jesteś zaproszona, mamo.- zwróciła się do mamy.
-No dobrze dobrze ja jestem Holi, kiedy zjemy te lody?- zapytała moja córeczka.
-Ja też jestem Holi, i jestem twoją babcią , kupię ci największy deser, ok?-powiedziała mama.- To my pójdziemy zamówić desery a wy tu zastańcie.
Poszły a ja czułam że muszę się komuś wyżalić.
-Anva?- zapytałam, upewniałam się czy mnie będzie słuchać.
-Tak?
-Mam problem, za miesiąc mnie już nie będzie tu.
-Ale co masz na myśli?
- Za czasów studiów zapisałam się do armii krajowej, oni mieli mi dać cynka, telefon kiedy miałabym wyjechać na misje. To się dziś stało, na tym spotkaniu powiedzieli mi że za miesiąc muszę wyjechać nie ma odwrotu, ponieważ już nikogo nie mieli. Wypadło na mnie.
-----------------------------------------------------------------
Mamy X rozdział, mój ulubiony. Mam jeszcze ok. dziesięć może więcej rozdziałów, więc to jeszcze trochę.
Teraz mam trochę materiału do nauki więc rozdziały będą co tydzień może mniej. Niestety trzecia klasa :/
CZEKAM NA WASZE OPINIE, TO MNIE MOTYWUJĘ :)
sobota, 22 lutego 2014
Rozdział dziewiąty
Laura
To już dziś, mam zostać Panią Kot, tak się cieszę...... Wszystko gotowe, wystarczy tylko powiedzieć ,,Tak''.
Trochę się boje, ale na strach teraz nie pora. I'm ready!
Miałam najpiękniejszą suknie ślubną, wesele jest w Zakopanym. Nawet dziennikarze się nim zainteresowali.
Kwiatki przed moimi nagami posypała Holi, a za rękę trzymał mnie tata, kościół był pełen, a koło księdza stał mój ukochany, Maciek. Gdy już stałam koło niego poczułam się bezpieczna. Kocham go.
Nie słyszałam co mówił ksiądz, ale gdy Maciek zaczął składać przysięgę chciałam się rozpłakać, on jest tak kochany, ale była pora na mnie. potem zostało mi do powiedzenia jedno:
-Tak.
Gdy on mi to samo odpowiedział, skrzypce zaczęły grać, a my wyszliśmy z kościoła, i weszliśmy do góralskiej karocy.
-Kocham Cię- powiedziałam do Maćka.
-Kocham Cię- odpowiedział, i pocałował mnie.
Weselna sala była to chata góralska, z drewna i tylko drewna.
Anva siedziała po mojej prawej stronie a koło niej Andreas, po lewej stronie Maćka siedział jego druhny Piotrek.
Nadszedł czas na pierwszy taniec. Trochę się denerwowałam, zawsze miałam dwie lewe nogi do tańca ale gdy on jest przy mnie czułam się dobrze.
Zatańczyłam dość dobrze. Gdy podli nam kolacje, poczułam że muszę wyjść do toalety, było mi niedobrze.
-Laura- zawołała mnie Anva.
-Jestem tu- powiedziałam z twarzą w muszli klozetowej.
-Co ty tutaj robisz?-zapytała.
-Zrobiło mi się niedobrze.- oznajmiłam.
- Przecież nic jeszcze dziś nie jadłaś?!
-Fakt. -zaczęłam rozmyślać- Okres też mi się spóźnia.
-Wiesz co to znaczy- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
Jestem w ciąży, naprawdę. Trochę się cieszę, trochę? nawet bardzo, ale obawiam się jak to powiem Maćkowi, czy on też się ucieszy, obiecaliśmy sobie że poczekamy z dzieckiem..... Może mu nie powiem?
-Obiecuj mi że nie powiesz Maćkowi, nikomu.-powiedziałam do Anvy.
-Ale Laura?!
-Obiecaj!
-Dobrze.-odpowiedziała.
Anva
Wróciliśmy na miejsca. A Andi znikł. Zauważyłam go jak się bawi z Holi, tak słodko wyglądali, tyle szczęścia, moja siostrzyczka jest już duża, i ma rodzinę.
Heroina
Na weselu było cudownie, wreszcie Anva pogodziła się z Michaelem, i to mnie cieszy. Jeszcze tylko musi poznać mamę, to będzie trudne, aby ona jej wybaczyła. To nie jest moje jedyne zmartwienie, ale o drugim staram się nie myśleć, może jeszcze coś się zmieni. Oby.
Na weselu nie zostaliśmy długo, ale jedno mnie zdziwiło na nim, bo o punkt 22:00, Andi miał niespodziankę dla Anvy. Wszyscy paczyliśmy na nich, a on uklęk i wyciągnął małe pudełko z pierścionkiem. O BOŻE ON JEJ SIĘ OŚWIADCZA.
-Anva kocham Cię, wyjdź za mnie?- powiedział Andreas.
-Tak- powiedziała moja siostra, tak jakby na to czekała. Pocałowali się, a Leon który był zaproszony zaczął płakać. Pewnie ze szczęścia, on się tak łatwo wzrusza....
-------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy następny rozdział. Myślę że będzie się podobało. Pozdrawiam :)
CZYTASZ = KOMENTUJ
To już dziś, mam zostać Panią Kot, tak się cieszę...... Wszystko gotowe, wystarczy tylko powiedzieć ,,Tak''.
Trochę się boje, ale na strach teraz nie pora. I'm ready!
Miałam najpiękniejszą suknie ślubną, wesele jest w Zakopanym. Nawet dziennikarze się nim zainteresowali.
Kwiatki przed moimi nagami posypała Holi, a za rękę trzymał mnie tata, kościół był pełen, a koło księdza stał mój ukochany, Maciek. Gdy już stałam koło niego poczułam się bezpieczna. Kocham go.
Nie słyszałam co mówił ksiądz, ale gdy Maciek zaczął składać przysięgę chciałam się rozpłakać, on jest tak kochany, ale była pora na mnie. potem zostało mi do powiedzenia jedno:
-Tak.
Gdy on mi to samo odpowiedział, skrzypce zaczęły grać, a my wyszliśmy z kościoła, i weszliśmy do góralskiej karocy.
-Kocham Cię- powiedziałam do Maćka.
-Kocham Cię- odpowiedział, i pocałował mnie.
Weselna sala była to chata góralska, z drewna i tylko drewna.
Anva siedziała po mojej prawej stronie a koło niej Andreas, po lewej stronie Maćka siedział jego druhny Piotrek.
Nadszedł czas na pierwszy taniec. Trochę się denerwowałam, zawsze miałam dwie lewe nogi do tańca ale gdy on jest przy mnie czułam się dobrze.
Zatańczyłam dość dobrze. Gdy podli nam kolacje, poczułam że muszę wyjść do toalety, było mi niedobrze.
-Laura- zawołała mnie Anva.
-Jestem tu- powiedziałam z twarzą w muszli klozetowej.
-Co ty tutaj robisz?-zapytała.
-Zrobiło mi się niedobrze.- oznajmiłam.
- Przecież nic jeszcze dziś nie jadłaś?!
-Fakt. -zaczęłam rozmyślać- Okres też mi się spóźnia.
-Wiesz co to znaczy- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
Jestem w ciąży, naprawdę. Trochę się cieszę, trochę? nawet bardzo, ale obawiam się jak to powiem Maćkowi, czy on też się ucieszy, obiecaliśmy sobie że poczekamy z dzieckiem..... Może mu nie powiem?
-Obiecuj mi że nie powiesz Maćkowi, nikomu.-powiedziałam do Anvy.
-Ale Laura?!
-Obiecaj!
-Dobrze.-odpowiedziała.
Anva
Wróciliśmy na miejsca. A Andi znikł. Zauważyłam go jak się bawi z Holi, tak słodko wyglądali, tyle szczęścia, moja siostrzyczka jest już duża, i ma rodzinę.
Heroina
Na weselu było cudownie, wreszcie Anva pogodziła się z Michaelem, i to mnie cieszy. Jeszcze tylko musi poznać mamę, to będzie trudne, aby ona jej wybaczyła. To nie jest moje jedyne zmartwienie, ale o drugim staram się nie myśleć, może jeszcze coś się zmieni. Oby.
Na weselu nie zostaliśmy długo, ale jedno mnie zdziwiło na nim, bo o punkt 22:00, Andi miał niespodziankę dla Anvy. Wszyscy paczyliśmy na nich, a on uklęk i wyciągnął małe pudełko z pierścionkiem. O BOŻE ON JEJ SIĘ OŚWIADCZA.
-Anva kocham Cię, wyjdź za mnie?- powiedział Andreas.
-Tak- powiedziała moja siostra, tak jakby na to czekała. Pocałowali się, a Leon który był zaproszony zaczął płakać. Pewnie ze szczęścia, on się tak łatwo wzrusza....
-------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy następny rozdział. Myślę że będzie się podobało. Pozdrawiam :)
CZYTASZ = KOMENTUJ
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział ósmy
To już dziś, miałam się spotkać z Michaelem, będzie na mnie, nas czkał na lotnisku punkt 21:00.
Byliśmy na lotnisku, i już mieliśmy wylatywać z ciepłej Afryki. Tylko Leon zapomniał klapków i musieliśmy się wracać, dobrze że było opóźnienie. Ten głupek musiał wrócić po coś co i tak Grey pożarł mu, bo włożył to do torby.
-Yyyy... Leon?- chciałam biedakowi to powiedzieć, ale on nic się nie odzywał, był obrażony bo przegrał z Holi w warcaby, a uważał się za mistrza. Olałam go jak Grey jego torbę i wtedy się ocknął.
- K**** Grey coś ty zrobił?!!!- zaczął się drzeć. A ja razem z Holi zaczęłyśmy się śmiać w niebo głosy.- Co się śmiejecie, nie mogłaś mi powiedzieć że on gryzie moją torbę?
-Mówiłam, ale ty byłeś tak ,,urażony,, że nie słuchałeś, przegrałeś z pięcioletnią dziewczynką i już się obrażasz.-powiedziałam, a on zamilkł.
Jakieś dwie godziny później wreszcie wylecieliśmy, ja siedziałam koło Leona, Holi chciała siedzieć z Andreasem i Anvą.
-Powiedz dlaczego ty mnie nie lubisz?
-A kto powiedział Ci że ja Cię nie lubię?- odpowiedziałam.
-No... tak przeczuwam, a co tak nie jest?
- Nie no jest....ale już mi trochę przechodzi.
-Naprawdę?!!
-Nie.
Miałam spokój na długi czas, i lot wydawał się krótszy jak słuchałam piosenki. Holi nawet nie przyszła do mnie, zasnęła na miejscu obok Andreasa, chyba on ją polubił, Anva jeszcze nie jest przekonana.
**************
Na lotnisku wysłałam SMS-a Michaelowi z informacją że jesteśmy, odpisał ,,CZEKAM", a Holi nie mogła się doczekać aż spotka swojego nowego tatusia. Byłam szczęśliwa.
Anva
Wylądowaliśmy. Haybeack czekał za Herą i jak się zobaczyli pożegnali się i pojechali do domu, chyba do Krakowa do mojego byłego mieszkania. A ja z Andim wróciłam do jego domu. Pierwszy raz miałam zamieszkać z kimś innym niż z moją siostrą. Andi poszedł zajrzeć do skrzynki pocztowej, a ja poszłam zrobić coś do jedzenia.
-Anva, zobacz co mam- powiedział Andi wchodząc do kuchni.
-Kopertę?- byłam trochę zmęczona, i nie chciałam bawić się w zgaduj zgadula.
-Zaproszenie na ślub.
-Co? Kogo?
-Spójrz.
Zaproszenie
Dnia 3 października 2022 roku pragnę zaprosić Anve Style i Andreasa Wellingera na ślub Laury i Macieja.
Czekamy na Was! :)
-To przecież za tydzień...-odpowiedziałam.
-Mhm... i spójrz w twoje urodziny- odpowiedział Andi.
-Właśnie. W co ja się ubiorę?
-Haha co pewnie chcesz teraz jechać na zakupy?
-Tak, ale pojadę sama ty zostań z Grey-em.
Już w samochodzie dzwoniłam do Laury, ale odebrał Maciej.
-Halo.
-Cześć jest Laura?
-Tak już daje.
-Dzięki.
-No cześć Anva, dostałaś zaproszenie- usłyszałam głos Laury.
-Tak, bardzo dziękuje ale wcześniej nie mogłaś mnie poinformować?
-A co nie pasuje Ci?- spytała zmartwionym głosem.-Hera już dawno wiedziała.
-Pasuje. Nic mi nie mówiła, a ty wiesz że ona...-nie pozwoliła mi skończyć.
-Zaadoptowała małą murzynkę, wiem jest zaproszona wraz z Michaelem.
-O.K. muszę kończyć idę sobie kupić sukienkę na ten specjalny dzień.
-Pa- już się rozłączyła.
Kupiłam piękną sukienkę od Armaniego była czarna, jako druhna muszę ładnie wyglądać. Szpilki były najlepsze chanel, no i torebka gucci. Byłam już gotowa no ale tydzień te cudeńka muszą poczekać.......
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to Niemcy mają złoto, gratulacje. Drugie Austria a trzecie Japonia jeszcze raz Gratulacje.
Gratulacje należą się także naszym chłopakom GRATULUJĘ POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO!!! :)
Ten rozdział jest całkiem całkiem, życzę miłego czytania.
CZYTASZ = KOMENTUJ
Byliśmy na lotnisku, i już mieliśmy wylatywać z ciepłej Afryki. Tylko Leon zapomniał klapków i musieliśmy się wracać, dobrze że było opóźnienie. Ten głupek musiał wrócić po coś co i tak Grey pożarł mu, bo włożył to do torby.
-Yyyy... Leon?- chciałam biedakowi to powiedzieć, ale on nic się nie odzywał, był obrażony bo przegrał z Holi w warcaby, a uważał się za mistrza. Olałam go jak Grey jego torbę i wtedy się ocknął.
- K**** Grey coś ty zrobił?!!!- zaczął się drzeć. A ja razem z Holi zaczęłyśmy się śmiać w niebo głosy.- Co się śmiejecie, nie mogłaś mi powiedzieć że on gryzie moją torbę?
-Mówiłam, ale ty byłeś tak ,,urażony,, że nie słuchałeś, przegrałeś z pięcioletnią dziewczynką i już się obrażasz.-powiedziałam, a on zamilkł.
Jakieś dwie godziny później wreszcie wylecieliśmy, ja siedziałam koło Leona, Holi chciała siedzieć z Andreasem i Anvą.
-Powiedz dlaczego ty mnie nie lubisz?
-A kto powiedział Ci że ja Cię nie lubię?- odpowiedziałam.
-No... tak przeczuwam, a co tak nie jest?
- Nie no jest....ale już mi trochę przechodzi.
-Naprawdę?!!
-Nie.
Miałam spokój na długi czas, i lot wydawał się krótszy jak słuchałam piosenki. Holi nawet nie przyszła do mnie, zasnęła na miejscu obok Andreasa, chyba on ją polubił, Anva jeszcze nie jest przekonana.
**************
Na lotnisku wysłałam SMS-a Michaelowi z informacją że jesteśmy, odpisał ,,CZEKAM", a Holi nie mogła się doczekać aż spotka swojego nowego tatusia. Byłam szczęśliwa.
Anva
Wylądowaliśmy. Haybeack czekał za Herą i jak się zobaczyli pożegnali się i pojechali do domu, chyba do Krakowa do mojego byłego mieszkania. A ja z Andim wróciłam do jego domu. Pierwszy raz miałam zamieszkać z kimś innym niż z moją siostrą. Andi poszedł zajrzeć do skrzynki pocztowej, a ja poszłam zrobić coś do jedzenia.
-Anva, zobacz co mam- powiedział Andi wchodząc do kuchni.
-Kopertę?- byłam trochę zmęczona, i nie chciałam bawić się w zgaduj zgadula.
-Zaproszenie na ślub.
-Co? Kogo?
-Spójrz.
Zaproszenie
Dnia 3 października 2022 roku pragnę zaprosić Anve Style i Andreasa Wellingera na ślub Laury i Macieja.
Czekamy na Was! :)
-To przecież za tydzień...-odpowiedziałam.
-Mhm... i spójrz w twoje urodziny- odpowiedział Andi.
-Właśnie. W co ja się ubiorę?
-Haha co pewnie chcesz teraz jechać na zakupy?
-Tak, ale pojadę sama ty zostań z Grey-em.
Już w samochodzie dzwoniłam do Laury, ale odebrał Maciej.
-Halo.
-Cześć jest Laura?
-Tak już daje.
-Dzięki.
-No cześć Anva, dostałaś zaproszenie- usłyszałam głos Laury.
-Tak, bardzo dziękuje ale wcześniej nie mogłaś mnie poinformować?
-A co nie pasuje Ci?- spytała zmartwionym głosem.-Hera już dawno wiedziała.
-Pasuje. Nic mi nie mówiła, a ty wiesz że ona...-nie pozwoliła mi skończyć.
-Zaadoptowała małą murzynkę, wiem jest zaproszona wraz z Michaelem.
-O.K. muszę kończyć idę sobie kupić sukienkę na ten specjalny dzień.
-Pa- już się rozłączyła.
Kupiłam piękną sukienkę od Armaniego była czarna, jako druhna muszę ładnie wyglądać. Szpilki były najlepsze chanel, no i torebka gucci. Byłam już gotowa no ale tydzień te cudeńka muszą poczekać.......
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to Niemcy mają złoto, gratulacje. Drugie Austria a trzecie Japonia jeszcze raz Gratulacje.
Gratulacje należą się także naszym chłopakom GRATULUJĘ POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO!!! :)
Ten rozdział jest całkiem całkiem, życzę miłego czytania.
CZYTASZ = KOMENTUJ
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział siódmy
Następny dzień spędziłam na odwiedzeniu sierocińca, sama, nikt, prócz Leona, nie chciał ze mną iść ale wolałam iść bez niego, wstydu sobie nie będę robić?
Skierowano mnie do jakieś szopy, tam mieszkało dwadzieścia dzieci których rodzice zmarli, bądź je zostawili. Więcej było chłopców, wszystkie dzieci bawiły się, prócz jednej najmłodszej dziewczynki, która siedziała w kącie.Nie wiem dlaczego ale podeszłam do niej.Płakała.
-Czemu płaczesz?- zapytałam i zauważyłam że cierpi. Na początku nic nie powiedziała ale po jakimś czasie oczekiwań, zaczęła się odzywać.
-Moja mama mnie zostawiła- powiedziała, chyba była ,,świeżą,, sierotą.
-Jak masz na imię?- zapytałam, a jej oczy były takie piękne....
-Holi, a ty?-powiedziała.
- Ja mam na imię Heroina, masz tak samo na imię jak moja mama, bardzo ładnie.- powiedziałam z uśmiechem, a ona mnie przytuliła, była taka malutka, miała z cztery, pięć lat.
-Zostaniesz moją nową mamą, chcę.
Zamurowało mnie, nigdy nie myślałam że będę miała dziecko, a tym bardziej taki z sierocińca. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, pokiwałam głową, jakby serce chciało tego, była taka urocza. Naszej rozmowie przyglądała się opiekunka, natychmiast podeszła a ja już wiedziałam co jej powiedzieć.
-Mogę panią prosić o rozmowę- powiedziałam do opiekunki.
-Oczywiście-odeszliśmy od Holi.
-Czy Holi jest do adopcji?-spytałam.
-Właśnie do nas trafiła, i nie jestem pewna czy.....-zamilkła- pani się nadaje.
-Ja się nie nadaje- zapytałam z niedowierzaniem- Już ją pokochałam, i się postaram o to by ona wróciła ze mną do Polski.- Opiekunka chyba się do mnie przekonała. Załatwiłam wszystko w dwie godziny, trochę krócej niż w Polsce.
Razem ze swoją córką wracaliśmy do hotelu, kiedy w holu zauważyłam Leona, który podrywał dziewczyny, coś mu to nie wychodziło. Zauważyła nas i od razu podszedł, bo jakby inaczej.....
-Co to jest?- zapytał się, pokazując na Holi.
-Nie co, tylko kto?!-zwróciłam mu uwagę.- To jest Holi, moja córka.
Oniemiał, nie mógł nic powiedzieć, ale akurat jego zdanie mnie nie interesowało. Zaraz zauważyłam swoją siostrę ze swoim chłopakiem.Zauważyła Holi.
- Heroina kto to jest?- spytała z uśmiechem, pewnie dlatego że przymnie było małe dziecko, i na dodatek czarnoskóre.
-To jest Holi, moja córka.
Powiedziawszy te słowa jej mina lekko zmieniła się.
-Mogę Cie prosić na słówko, sama?!
-Dobrze, to może Holi pobawisz się z wujkiem Andim?- i od razu Holi poszła do niego.
-Czyś ty zgłupiała do reszty? Taką decyzje podjęłaś w pięć minut. Przecież ty nawet nie masz faceta, a żaden cię nie zechce z dzieckiem i na dodatek czarnym.
-Nie rozumiesz tego, z resztą ty będziesz mogła mieć własne, a ja nie....
-Skąd wiesz że nie możesz mieć?- już się uspokoiła.
-Zrobiłam badania, już planowałam założyć rodzinę od dawna, a teraz ją mam.
-Jaką rodzinę? Rodzina ta mama, tata i dziecko, brakuje ci taty....
-Nie brakuję- lekko się zarumieniłam- Pamiętasz może Michaela?!....
-Michael?! Serio, ale on nas nie lubi, i my też, nie?
-Ty go nie lubisz Anva, ja....-zamilkłam- ja go kocham.
-Teraz mnie zdziwiłaś. A z wzajemnością?
-Tak, jestem z nim szczęśliwa.
-To dobrze.- spojrzałyśmy się na Andiego jak się bawi z Holi.
-Zobacz jaka ona słodka, i jak Andi ją polubił, a wiesz że jesteś matką chrzęsną?
-To dobrze.- podeszliśmy do nich.- Cześć Holi, jestem Anva, twoja ciocią.-dziewczynka nic nie powiedziała, tylko się przytuliła.
-A gdzie jest Leon-zapytał Andreas.
-Wyprowadza Greya.- odpowiedziała Anva.
-Biedny Grey...-zażartowałam.
Skierowano mnie do jakieś szopy, tam mieszkało dwadzieścia dzieci których rodzice zmarli, bądź je zostawili. Więcej było chłopców, wszystkie dzieci bawiły się, prócz jednej najmłodszej dziewczynki, która siedziała w kącie.Nie wiem dlaczego ale podeszłam do niej.Płakała.
-Czemu płaczesz?- zapytałam i zauważyłam że cierpi. Na początku nic nie powiedziała ale po jakimś czasie oczekiwań, zaczęła się odzywać.
-Moja mama mnie zostawiła- powiedziała, chyba była ,,świeżą,, sierotą.
-Jak masz na imię?- zapytałam, a jej oczy były takie piękne....
-Holi, a ty?-powiedziała.
- Ja mam na imię Heroina, masz tak samo na imię jak moja mama, bardzo ładnie.- powiedziałam z uśmiechem, a ona mnie przytuliła, była taka malutka, miała z cztery, pięć lat.
-Zostaniesz moją nową mamą, chcę.
Zamurowało mnie, nigdy nie myślałam że będę miała dziecko, a tym bardziej taki z sierocińca. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, pokiwałam głową, jakby serce chciało tego, była taka urocza. Naszej rozmowie przyglądała się opiekunka, natychmiast podeszła a ja już wiedziałam co jej powiedzieć.
-Mogę panią prosić o rozmowę- powiedziałam do opiekunki.
-Oczywiście-odeszliśmy od Holi.
-Czy Holi jest do adopcji?-spytałam.
-Właśnie do nas trafiła, i nie jestem pewna czy.....-zamilkła- pani się nadaje.
-Ja się nie nadaje- zapytałam z niedowierzaniem- Już ją pokochałam, i się postaram o to by ona wróciła ze mną do Polski.- Opiekunka chyba się do mnie przekonała. Załatwiłam wszystko w dwie godziny, trochę krócej niż w Polsce.
Razem ze swoją córką wracaliśmy do hotelu, kiedy w holu zauważyłam Leona, który podrywał dziewczyny, coś mu to nie wychodziło. Zauważyła nas i od razu podszedł, bo jakby inaczej.....
-Co to jest?- zapytał się, pokazując na Holi.
-Nie co, tylko kto?!-zwróciłam mu uwagę.- To jest Holi, moja córka.
Oniemiał, nie mógł nic powiedzieć, ale akurat jego zdanie mnie nie interesowało. Zaraz zauważyłam swoją siostrę ze swoim chłopakiem.Zauważyła Holi.
- Heroina kto to jest?- spytała z uśmiechem, pewnie dlatego że przymnie było małe dziecko, i na dodatek czarnoskóre.
-To jest Holi, moja córka.
Powiedziawszy te słowa jej mina lekko zmieniła się.
-Mogę Cie prosić na słówko, sama?!
-Dobrze, to może Holi pobawisz się z wujkiem Andim?- i od razu Holi poszła do niego.
-Czyś ty zgłupiała do reszty? Taką decyzje podjęłaś w pięć minut. Przecież ty nawet nie masz faceta, a żaden cię nie zechce z dzieckiem i na dodatek czarnym.
-Nie rozumiesz tego, z resztą ty będziesz mogła mieć własne, a ja nie....
-Skąd wiesz że nie możesz mieć?- już się uspokoiła.
-Zrobiłam badania, już planowałam założyć rodzinę od dawna, a teraz ją mam.
-Jaką rodzinę? Rodzina ta mama, tata i dziecko, brakuje ci taty....
-Nie brakuję- lekko się zarumieniłam- Pamiętasz może Michaela?!....
-Michael?! Serio, ale on nas nie lubi, i my też, nie?
-Ty go nie lubisz Anva, ja....-zamilkłam- ja go kocham.
-Teraz mnie zdziwiłaś. A z wzajemnością?
-Tak, jestem z nim szczęśliwa.
-To dobrze.- spojrzałyśmy się na Andiego jak się bawi z Holi.
-Zobacz jaka ona słodka, i jak Andi ją polubił, a wiesz że jesteś matką chrzęsną?
-To dobrze.- podeszliśmy do nich.- Cześć Holi, jestem Anva, twoja ciocią.-dziewczynka nic nie powiedziała, tylko się przytuliła.
-A gdzie jest Leon-zapytał Andreas.
-Wyprowadza Greya.- odpowiedziała Anva.
-Biedny Grey...-zażartowałam.
niedziela, 9 lutego 2014
Jest złoto
Kamil Stoch NASZ MISTRZ!!!
Gratulacje Kamil, także gratulacje dla Janka i Macieja :) JESTEŚMY DUMNI!! <3
Gratulacje Kamil, także gratulacje dla Janka i Macieja :) JESTEŚMY DUMNI!! <3
sobota, 8 lutego 2014
Rozdział szósty
Witam, dziś miałam wenę, więc to jest drugie, miłego czytania :*
***************************************
Heroina
Niestety, nie długo cieszyliśmy się swoją obecnością, zanim się pożegnaliśmy spędziliśmy czas tylko razem, i chyba się zakochałam. Zanim się obejrzałam już jechałam razem z Anvą na lotnisko. Czekał już tam Andreas i jego kolega Leon, wiem o nim tylko to że jest księgowym, i że jest według mojej siostry, przystojny, to się okaże. Na lotnisku zauważyłam Andreasa, i stojącego koło niego Leona, chyba bo nie pasował do opisu, chociaż nie był taki zły ale ja wolałam kogoś innego. Podeszliśmy do nich Anva i Andreas przywitali się, a ten Leon patrzył się na mnie.
-Może być- powiedział Leon patrząc się na mnie.
-Słucham?- zapytałam oburzona.
- Już nic, Leon jestem.
-Heroina- ten debil już mi się nie podoba, jest chamem.
-Heroina? Tak jak narkotyk- a na jego twarzy pojawił się uśmiech drwiący.
-Tak jak narkotyk ty ośle- nie wytrzymałam.
-Hera?!-zwróciła mi uwagę Anva - No więc tak, ja siedzę z Andim, ty z Leonem, mam nadzieję że się polubicie.
Szybko poszłam na miejsce przy oknie. Czekał mnie pięciogodzinny lot z ćwokiem obok, pięknie. Zaczął omawiać temat księgowości, gadał z dwie godziny, a ja nawet nie wiem o czym, słuchałam piosenki, naszej.
Przez resztę lotu zaczęłam z nim omawiać temat Hitlera, co on jako Niemiec o tym sądzi. Ja nawet nic nie miałam do niego, i trochę go podziwiałam bo gdyby nie on i jego rasizm do żydów, to Niemiec może by nie było. Każdy ma swoje zdanie, jako podoficera trochę o nim poczytałam. Dobrze że poruszyłam ten temat bo on się zamknął i do końca lotu. Byliśmy w Kumasi. Trochę szybko to poszło, cóż w końcu mamy XXI wiek. Na lotnisku czekał na nas już samochód, land rover.
-To kto prowadzi?-oczywiście ja chciałam , ale nie.
-To mogę ja!- odpowiedział Leon
Nie wiem po co się odezwał, on nie umie obsługiwać się automatem, co ja się dziwie, przecież w jego oplu jest manualna. W końcu to Andreas prowadził, a ja Leona wyśmiałam, haha.
Hotel był piękny, gdyby nie to że miałam dzielić pokój z nim.. Chyba moja siostrzyczka chcę mnie swatać.
-Ty śpisz na podłodze-powiedziałam.
-Macie dwupokojowy apartament- powiedział Andreas
-Masz szczęście.
Mieliśmy zostać tu na cały tydzień, ale zaplanowaliśmy razem z Wellingerem że mamy iść do sierocińca dla dzikich zwierząt, i tam mieliśmy małą niespodziankę. To dopiero za dwa dni, a do tego czasu zwiedzaliśmy zakątki Afryki. I tak przeminęło.To do mnie należał obowiązek przyprowadzenia Anvy na miejsce niespodzianki.
-Anva zbieraj się idziemy- powiedziałam wchodząc do jej pokoju.
-Ale ja jestem umówiona z Andim.
-On jest umówiony z Leonem.
-No dobrze a gdzie idziemy?
-Pozwiedzać, yyy....drzewka.-sama byłam zdziwiona tym co powiedziałam, ale chyba się udało.
-Drzewka? No dobra.
Szliśmy pieszo, bo ten debil Leon zabrał mi kluczyki. Na szczęście nie było tak daleko.
-Idziemy do sierocińca?- zapytała.
Skąd ona wiedziała, czyżby Andreas powiedział, nie...
-Nie.... skąd ci to przyszło do głowy?
-Leon coś wspominał.
Zabije tego głupka, nie umie trzymać języka za zębami, już planowałam zemstę, jak już byliśmy na miejscu.
Oni byli już na miejscu, nie wiem dlaczego ale od razu podeszłam do Leona i jak najmocniej wlałam go z pięści w twarz, a on upadł.
-Czemu jej wygadałeś?- krzyknęłam, a Andi zabrał już Anve do niespodzianki.
-Sory wymsknęło mi się, a czemu mnie uderzyłaś?
-Wymsknęło mi się- uśmiechnęłam się.
Jak już go pozbierałam z ziemi, dołączyliśmy do nich. Anva już trzymała na rękach małego lewka, zastanawiała się nad imieniem, to była ta niespodzianka.
-To może nazwiesz go Grey?-zaproponowałam, choć wiedziałam że imię naszego biologicznego ojca może trochę źle się kojarzyć z lwem, no ale cóż.
-Pięknie do niego pasuje, ma szare oczy.-odpowiedziała Anva.
Nie tylko to był znak szczególny, miał jeszcze czarną nutkę na klatce piersiowej.Wyszliśmy z hotelu z niczym, a wracaliśmy z małym lwem który już zrobił coś dobrego, pogryzł buta Leonowi, bo ten ćwok bał się zwrócić lwu uwagę, chyba polubię małego szkodnika, był to cudny dzień.
***************************************
Heroina
Niestety, nie długo cieszyliśmy się swoją obecnością, zanim się pożegnaliśmy spędziliśmy czas tylko razem, i chyba się zakochałam. Zanim się obejrzałam już jechałam razem z Anvą na lotnisko. Czekał już tam Andreas i jego kolega Leon, wiem o nim tylko to że jest księgowym, i że jest według mojej siostry, przystojny, to się okaże. Na lotnisku zauważyłam Andreasa, i stojącego koło niego Leona, chyba bo nie pasował do opisu, chociaż nie był taki zły ale ja wolałam kogoś innego. Podeszliśmy do nich Anva i Andreas przywitali się, a ten Leon patrzył się na mnie.
-Może być- powiedział Leon patrząc się na mnie.
-Słucham?- zapytałam oburzona.
- Już nic, Leon jestem.
-Heroina- ten debil już mi się nie podoba, jest chamem.
-Heroina? Tak jak narkotyk- a na jego twarzy pojawił się uśmiech drwiący.
-Tak jak narkotyk ty ośle- nie wytrzymałam.
-Hera?!-zwróciła mi uwagę Anva - No więc tak, ja siedzę z Andim, ty z Leonem, mam nadzieję że się polubicie.
Szybko poszłam na miejsce przy oknie. Czekał mnie pięciogodzinny lot z ćwokiem obok, pięknie. Zaczął omawiać temat księgowości, gadał z dwie godziny, a ja nawet nie wiem o czym, słuchałam piosenki, naszej.
Przez resztę lotu zaczęłam z nim omawiać temat Hitlera, co on jako Niemiec o tym sądzi. Ja nawet nic nie miałam do niego, i trochę go podziwiałam bo gdyby nie on i jego rasizm do żydów, to Niemiec może by nie było. Każdy ma swoje zdanie, jako podoficera trochę o nim poczytałam. Dobrze że poruszyłam ten temat bo on się zamknął i do końca lotu. Byliśmy w Kumasi. Trochę szybko to poszło, cóż w końcu mamy XXI wiek. Na lotnisku czekał na nas już samochód, land rover.
-To kto prowadzi?-oczywiście ja chciałam , ale nie.
-To mogę ja!- odpowiedział Leon
Nie wiem po co się odezwał, on nie umie obsługiwać się automatem, co ja się dziwie, przecież w jego oplu jest manualna. W końcu to Andreas prowadził, a ja Leona wyśmiałam, haha.
Hotel był piękny, gdyby nie to że miałam dzielić pokój z nim.. Chyba moja siostrzyczka chcę mnie swatać.
-Ty śpisz na podłodze-powiedziałam.
-Macie dwupokojowy apartament- powiedział Andreas
-Masz szczęście.
Mieliśmy zostać tu na cały tydzień, ale zaplanowaliśmy razem z Wellingerem że mamy iść do sierocińca dla dzikich zwierząt, i tam mieliśmy małą niespodziankę. To dopiero za dwa dni, a do tego czasu zwiedzaliśmy zakątki Afryki. I tak przeminęło.To do mnie należał obowiązek przyprowadzenia Anvy na miejsce niespodzianki.
-Anva zbieraj się idziemy- powiedziałam wchodząc do jej pokoju.
-Ale ja jestem umówiona z Andim.
-On jest umówiony z Leonem.
-No dobrze a gdzie idziemy?
-Pozwiedzać, yyy....drzewka.-sama byłam zdziwiona tym co powiedziałam, ale chyba się udało.
-Drzewka? No dobra.
Szliśmy pieszo, bo ten debil Leon zabrał mi kluczyki. Na szczęście nie było tak daleko.
-Idziemy do sierocińca?- zapytała.
Skąd ona wiedziała, czyżby Andreas powiedział, nie...
-Nie.... skąd ci to przyszło do głowy?
-Leon coś wspominał.
Zabije tego głupka, nie umie trzymać języka za zębami, już planowałam zemstę, jak już byliśmy na miejscu.
Oni byli już na miejscu, nie wiem dlaczego ale od razu podeszłam do Leona i jak najmocniej wlałam go z pięści w twarz, a on upadł.
-Czemu jej wygadałeś?- krzyknęłam, a Andi zabrał już Anve do niespodzianki.
-Sory wymsknęło mi się, a czemu mnie uderzyłaś?
-Wymsknęło mi się- uśmiechnęłam się.
Jak już go pozbierałam z ziemi, dołączyliśmy do nich. Anva już trzymała na rękach małego lewka, zastanawiała się nad imieniem, to była ta niespodzianka.
-To może nazwiesz go Grey?-zaproponowałam, choć wiedziałam że imię naszego biologicznego ojca może trochę źle się kojarzyć z lwem, no ale cóż.
-Pięknie do niego pasuje, ma szare oczy.-odpowiedziała Anva.
Nie tylko to był znak szczególny, miał jeszcze czarną nutkę na klatce piersiowej.Wyszliśmy z hotelu z niczym, a wracaliśmy z małym lwem który już zrobił coś dobrego, pogryzł buta Leonowi, bo ten ćwok bał się zwrócić lwu uwagę, chyba polubię małego szkodnika, był to cudny dzień.
Rozdział piąty
Anva
Rano obudził mnie pukanie do drzwi, była to Heroina. Była zamyślona, ale jak mnie zobaczyła starała się to ukryć.
- Siostrzyczko, wreszcie cię mogę przytulić- i to zrobiłam- i pogratulować za igrzyska, jestem z ciebie dumna.
-Dziękuje, a ty, chodzisz z Wellingerem- zaczęła się śmiać.
-Tak, i zgadnij kogo spotkałam jeszcze?
- Michaela?- zapytała, jakby wiedziała.
-Tak, skąd wiesz?
- Zgadywałam, jak tam u niego?
- Wciąż tak samo wredny- zaczęłam się śmiać, a ona ku mojemu zdziwieniu nie.
- Idziemy na śniadanie?- spytała jakby chciała skończyć temat.
- OK. Tylko pójdę po Andiego.
Na śniadaniu jak na złość, byli Michael, Gregor i Thomas. Do tych dwóch ostatnich nic nie miałam, ale do Haybeacka, yhhhh... ale postanowiłam na niego nie zwracać uwagi. Hera przywitała się z chłopakami z polski, a następnie poszła do grupki Austriaków, przywitała się, a nawet pocałowała w poliko mojego wroga. Przyszła do nas z zaczęliśmy jeść. Andi gadał coś z moją siostrą, a ja nic nie mogłam wiedzieć, bo to niby niespodzianka, kolejna?
Po treningach chłopcy mieli serie klasyfikacyjną, w której najlepszy okazał się Thomas Morgenstern. Mieliśmy po tym iść na miasto, ale Hera nie chciała i została w hotelu, i my poszliśmy na ,,małe,, zakupy.
Ja uwielbiam ubrania Chanel, Klein, Armani, Gucci, a najbardziej torebki i buty. Jak zawsze musiałam mieć kogoś do doradzania, ale zwykle była to Heroina i ona nie lubiła tego typu ciuchów, wolała adidas, nike, bądź Reebok, szliśmy na kompromis ja grałam w angrybirds jak ona robiła zakupy, a ona słuchała muzyki jak ja robiłam zakupy. Tym razem wybrałam się z Laurą, która też uwielbiała zakupy tak jak ja <3
Byliśmy w sklepie Chanel, i nagle zauważyłam coś na palcu Laury, coś pięknego. Był to pierścionek z pięknym brylantem.
- Laura?!- powiedziałam-Od kiedy masz taki piękny pierścionek?
Zaczęła się uśmiechać, a ja już spodziewałam się co mi odpowie.
-Maciek poprosił mnie o rękę-odpowiedziała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
-I ty mi nie powiedziałaś, kiedy to się stało?
-Wczoraj.
-To gratuluje, kiedy wesele? Mam nadzieję że będę druhną.
-Oczywiście, jeszcze nie planowaliśmy tego przecież dopiero co mi się oświadczył.
Po zakupach spotkaliśmy się z Heroiną w kawiarni. Ona już tam czekała.
-Ty wiesz że Laura wychodzi za mąż?- od razu musiałam to powiedzieć Herze.
-Och... Gratuluję ci Laura- powiedziała, ale widać po niej że była zamyślona. Laura musiała iść do toalety, a Hera zaczęła mnie pytać- Myślałaś kiedyś o naszych rodzicach.
- Zawsze, przecież nas wychowali- powiedziałam.
-Nie... chodzi mi o naszych biologicznych rodzicach, no wiesz, jak mają na imię, jak wyglądają czy żyją?
-Nie, oni nas porzucili, chociaż - nagle przypomniał mi się mój sen- śniło mi się że nasza matka, prawdziwa, nas odnalazła.
-Naprawdę...-ucichła, i nie dokończyła, ponieważ wróciła Laura, i wypiłyśmy małe late.
Następnego dnia, były ostatnie zawody PŚ. Już o 12:30 byliśmy na skoczni. Tym razem zostaliśmy w wiosce. Po trzech godzinach zobaczyłam Andiego który zmierza w moją stronę, przywitałam się z nim czułym pocałunkiem.
-I jak?-zapytałam.
-Niezbyt- czułam ze mówi prawdę- Dobre drugie miejsce w klasyfikacji generalnej- uśmiechnął się.
-Gratuluje, to tylko dekoracja została.
Pierwsze miejsce miał Kamil, a trzecie, i to mnie zdziwiło miał Michael, Kot dopiero na czwartym ale i tak się cieszył, i już mógł się skupić na weselu. Po dekoracji Heroina mówiła że musi gdzieś iść i że wróci dopiero wieczorem. A my z Andim postanowiliśmy świętować sami.
-Słuchaj, co z nami teraz będzie- zapytałam.
- Normalnie, będzie dobrze teraz tym się nie przejmuję.
-Jak nie teraz to kiedy, przecież jutro wracamy, ty do Niemiec, ja do Polski.
-Właściwie, to na dwa dni, trzeba się spakować na wakacje.
-Co masz na myśli, jakie wakacje, gdzie?
-Do Afryki.- I wtedy zrozumiałam że to jest pewnie ta niespodzianka.
Rano obudził mnie pukanie do drzwi, była to Heroina. Była zamyślona, ale jak mnie zobaczyła starała się to ukryć.
- Siostrzyczko, wreszcie cię mogę przytulić- i to zrobiłam- i pogratulować za igrzyska, jestem z ciebie dumna.
-Dziękuje, a ty, chodzisz z Wellingerem- zaczęła się śmiać.
-Tak, i zgadnij kogo spotkałam jeszcze?
- Michaela?- zapytała, jakby wiedziała.
-Tak, skąd wiesz?
- Zgadywałam, jak tam u niego?
- Wciąż tak samo wredny- zaczęłam się śmiać, a ona ku mojemu zdziwieniu nie.
- Idziemy na śniadanie?- spytała jakby chciała skończyć temat.
- OK. Tylko pójdę po Andiego.
Na śniadaniu jak na złość, byli Michael, Gregor i Thomas. Do tych dwóch ostatnich nic nie miałam, ale do Haybeacka, yhhhh... ale postanowiłam na niego nie zwracać uwagi. Hera przywitała się z chłopakami z polski, a następnie poszła do grupki Austriaków, przywitała się, a nawet pocałowała w poliko mojego wroga. Przyszła do nas z zaczęliśmy jeść. Andi gadał coś z moją siostrą, a ja nic nie mogłam wiedzieć, bo to niby niespodzianka, kolejna?
Po treningach chłopcy mieli serie klasyfikacyjną, w której najlepszy okazał się Thomas Morgenstern. Mieliśmy po tym iść na miasto, ale Hera nie chciała i została w hotelu, i my poszliśmy na ,,małe,, zakupy.
Ja uwielbiam ubrania Chanel, Klein, Armani, Gucci, a najbardziej torebki i buty. Jak zawsze musiałam mieć kogoś do doradzania, ale zwykle była to Heroina i ona nie lubiła tego typu ciuchów, wolała adidas, nike, bądź Reebok, szliśmy na kompromis ja grałam w angrybirds jak ona robiła zakupy, a ona słuchała muzyki jak ja robiłam zakupy. Tym razem wybrałam się z Laurą, która też uwielbiała zakupy tak jak ja <3
Byliśmy w sklepie Chanel, i nagle zauważyłam coś na palcu Laury, coś pięknego. Był to pierścionek z pięknym brylantem.
- Laura?!- powiedziałam-Od kiedy masz taki piękny pierścionek?
Zaczęła się uśmiechać, a ja już spodziewałam się co mi odpowie.
-Maciek poprosił mnie o rękę-odpowiedziała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
-I ty mi nie powiedziałaś, kiedy to się stało?
-Wczoraj.
-To gratuluje, kiedy wesele? Mam nadzieję że będę druhną.
-Oczywiście, jeszcze nie planowaliśmy tego przecież dopiero co mi się oświadczył.
Po zakupach spotkaliśmy się z Heroiną w kawiarni. Ona już tam czekała.
-Ty wiesz że Laura wychodzi za mąż?- od razu musiałam to powiedzieć Herze.
-Och... Gratuluję ci Laura- powiedziała, ale widać po niej że była zamyślona. Laura musiała iść do toalety, a Hera zaczęła mnie pytać- Myślałaś kiedyś o naszych rodzicach.
- Zawsze, przecież nas wychowali- powiedziałam.
-Nie... chodzi mi o naszych biologicznych rodzicach, no wiesz, jak mają na imię, jak wyglądają czy żyją?
-Nie, oni nas porzucili, chociaż - nagle przypomniał mi się mój sen- śniło mi się że nasza matka, prawdziwa, nas odnalazła.
-Naprawdę...-ucichła, i nie dokończyła, ponieważ wróciła Laura, i wypiłyśmy małe late.
Następnego dnia, były ostatnie zawody PŚ. Już o 12:30 byliśmy na skoczni. Tym razem zostaliśmy w wiosce. Po trzech godzinach zobaczyłam Andiego który zmierza w moją stronę, przywitałam się z nim czułym pocałunkiem.
-I jak?-zapytałam.
-Niezbyt- czułam ze mówi prawdę- Dobre drugie miejsce w klasyfikacji generalnej- uśmiechnął się.
-Gratuluje, to tylko dekoracja została.
Pierwsze miejsce miał Kamil, a trzecie, i to mnie zdziwiło miał Michael, Kot dopiero na czwartym ale i tak się cieszył, i już mógł się skupić na weselu. Po dekoracji Heroina mówiła że musi gdzieś iść i że wróci dopiero wieczorem. A my z Andim postanowiliśmy świętować sami.
-Słuchaj, co z nami teraz będzie- zapytałam.
- Normalnie, będzie dobrze teraz tym się nie przejmuję.
-Jak nie teraz to kiedy, przecież jutro wracamy, ty do Niemiec, ja do Polski.
-Właściwie, to na dwa dni, trzeba się spakować na wakacje.
-Co masz na myśli, jakie wakacje, gdzie?
-Do Afryki.- I wtedy zrozumiałam że to jest pewnie ta niespodzianka.
piątek, 31 stycznia 2014
Rozdział czwarty
Po dobrze przespanej nocy, śniło mi się koszmar, a mianowicie że odnalazła się moja prawdziwa matka, dobrze że to był tylko sen. Zerknęłam na telefon, a tam wiadomość od Andiego, napisał o 00:20 ,, Dobrej nocy, Kocham Cię :*'', jeszcze wczoraj dzwoniłam do Heroiny, a ona powiedziała że mamy pojechać z chłopakami na ostatni konkurs który jest w Willingen. Jest najważniejszy, ponieważ Kamil ma szanse wygrać PŚ, a Andi ma szanse na trzecie a nawet na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Zgodziłam się, razem z Laura zaczęliśmy się pakować i o godzinie 10:00 byliśmy prawie gotowe, zostało nam jeszcze śniadanie i ruszamy. Razem z nami moim samochodem jechali Andi, Maciek i Wank.
Czekało nas 1150 km, i 14 godzin jazdy, porostu cudownie.
Heroina
Wygrałam Igrzyska. Jestem szczęśliwa, a jeszcze bardziej że Anva poradziła sobie i nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Czekam w kolejce do kasy na lotnisku. Jak już kupiłam bilet, okazało się że jest ,,małe'' opóźnienie lotu do Willingen. Postanowiłam pójść na kawę do pobliskiej kawiarni. Usiadłam się przy stoliku dwuosobowym. Nagle jakaś pani stojąca koło mnie powiedziała coś po polsku lecz nie zrozumiała nic.
Była dość wysoka, miała długie włosy i była ubrana w stylu hipisa, co na jej wiek wyglądała dziwnie, miała około czterdzieści pięć lat.
- Witaj Heroino-odezwała się do mnie, a jej głos był trochę tak jakby smutny, wręcz płakała, ale nie to mnie zastanawiało, ona znała moje imię.
-Dzień dobry, przepraszam ale znam panią- zapytałam, a ona machnęła głową, tak jakby pytała mnie czy może się usiąść.- Może usiądzie pani?- zaczęło mnie to wszystko irytować.
- Mam na imię Holi, nie wiem czy wiesz ale znałam twoją ciotkę Kate i wujek Jose .
-Nie przypominam sobie pani. Może powie pani swoje nazwisko?
- Ma na nazwisko Eward, ale moje nazwisko panieńskie to- zamilkła- To Stayl- w jej oczach pojawiły się łzy.
W pierwszej chwili myślalam że się przesłyszałam ale to się zmieniło gdy ona wyjęła z kieszeni zdjęcie na którym byłam ja i Anva mieliśmy na nim z dwa lata. Chciałam uciec, ale serce mi nie pozwoliło na to, kazało mi zostać i pogadać.
- Dlaczego?-zapytałam, ale nie byłam typem co płacze, nawet jeżeli zostanę skrzywdzona, bez łez.
-Musieliśmy, nie było nas stać na wychowanie bliźniąt, a teraz dowiedziałam się że jesteś tu i postanowiłam ci to wreszcie powiedzieć, wcześniej się bałam- Jej oczy były podobne do Anvy, tak samo głębokie i tak samo opłakane.
- Czyli nas zostawiliście z braku pieniędzy, jak narkotyki?- moje pytanie trochę mnie rozbawiło, i nie tylko mnie.
-Byłyście, jesteście i będziecie naszym, moim uzależnieniem, nie mogłyście z nami zostać bałam się że nie będziecie z nami szczęśliwe. A u wujków mieliście lepiej.
-Widzę że wszystkiego się bałaś, a ojciec? gdzie on?
Grey, bo tak miał na imię.- nie mogła się przemóc i dokończyć- umarł dwa lata temu, w wypadku samochodowym.
- Składam kondolencje, i przepraszam że poruszyłam temat.
-Nic nie szkodzi- uśmiech pojawił się na jej twarzy.- A co z Kate i Jose?
- Mama zmarła trzy lata temu na nowotwór płuc, a tata pół roku temu.
-Przykro mi, uważałaś ich za swoich prawdziwych rodziców?
-Nie, wiedziałam że moi biologiczni rodzice żyją, razem z Anva postanowiliśmy tak do nich mówić, było nam lżej.
- Dobrze, a co tam u Anvy, czy ona też jest sportowcem tak jak ty?
-Nie, ona jest weterynarzem, właśnie lecę się z nią spotkać, ma chłopaka skoczka narciarskiego.
-To wspaniale.
Rozmawialiśmy jeszcze przez pół godziny aż w końcu musiałam iść na samolot, pożegnałam się i obiecałam że jeszcze się spotkamy.
Po powrocie poszłam do hotelu, w pokoju byłam o godzinie 22:00, wyczerpana, od razu poszłam spać.
Anva
Dostałam już wiadomość od Hery że jest już w hotelu, a nam zostało jakieś dwie godziny do celu, prócz Andiego który siedział z przodu koło mnie wszyscy spali. Dojechaliśmy na miejsce o pierwszej w nocy, nie poszłam się nawet przywitać z Herą, tylko od razu poszłam do pokoju i poszłam spać.
Czekało nas 1150 km, i 14 godzin jazdy, porostu cudownie.
Heroina
Wygrałam Igrzyska. Jestem szczęśliwa, a jeszcze bardziej że Anva poradziła sobie i nie mogę się doczekać aż ją zobaczę. Czekam w kolejce do kasy na lotnisku. Jak już kupiłam bilet, okazało się że jest ,,małe'' opóźnienie lotu do Willingen. Postanowiłam pójść na kawę do pobliskiej kawiarni. Usiadłam się przy stoliku dwuosobowym. Nagle jakaś pani stojąca koło mnie powiedziała coś po polsku lecz nie zrozumiała nic.
Była dość wysoka, miała długie włosy i była ubrana w stylu hipisa, co na jej wiek wyglądała dziwnie, miała około czterdzieści pięć lat.
- Witaj Heroino-odezwała się do mnie, a jej głos był trochę tak jakby smutny, wręcz płakała, ale nie to mnie zastanawiało, ona znała moje imię.
-Dzień dobry, przepraszam ale znam panią- zapytałam, a ona machnęła głową, tak jakby pytała mnie czy może się usiąść.- Może usiądzie pani?- zaczęło mnie to wszystko irytować.
- Mam na imię Holi, nie wiem czy wiesz ale znałam twoją ciotkę Kate i wujek Jose .
-Nie przypominam sobie pani. Może powie pani swoje nazwisko?
- Ma na nazwisko Eward, ale moje nazwisko panieńskie to- zamilkła- To Stayl- w jej oczach pojawiły się łzy.
W pierwszej chwili myślalam że się przesłyszałam ale to się zmieniło gdy ona wyjęła z kieszeni zdjęcie na którym byłam ja i Anva mieliśmy na nim z dwa lata. Chciałam uciec, ale serce mi nie pozwoliło na to, kazało mi zostać i pogadać.
- Dlaczego?-zapytałam, ale nie byłam typem co płacze, nawet jeżeli zostanę skrzywdzona, bez łez.
-Musieliśmy, nie było nas stać na wychowanie bliźniąt, a teraz dowiedziałam się że jesteś tu i postanowiłam ci to wreszcie powiedzieć, wcześniej się bałam- Jej oczy były podobne do Anvy, tak samo głębokie i tak samo opłakane.
- Czyli nas zostawiliście z braku pieniędzy, jak narkotyki?- moje pytanie trochę mnie rozbawiło, i nie tylko mnie.
-Byłyście, jesteście i będziecie naszym, moim uzależnieniem, nie mogłyście z nami zostać bałam się że nie będziecie z nami szczęśliwe. A u wujków mieliście lepiej.
-Widzę że wszystkiego się bałaś, a ojciec? gdzie on?
Grey, bo tak miał na imię.- nie mogła się przemóc i dokończyć- umarł dwa lata temu, w wypadku samochodowym.
- Składam kondolencje, i przepraszam że poruszyłam temat.
-Nic nie szkodzi- uśmiech pojawił się na jej twarzy.- A co z Kate i Jose?
- Mama zmarła trzy lata temu na nowotwór płuc, a tata pół roku temu.
-Przykro mi, uważałaś ich za swoich prawdziwych rodziców?
-Nie, wiedziałam że moi biologiczni rodzice żyją, razem z Anva postanowiliśmy tak do nich mówić, było nam lżej.
- Dobrze, a co tam u Anvy, czy ona też jest sportowcem tak jak ty?
-Nie, ona jest weterynarzem, właśnie lecę się z nią spotkać, ma chłopaka skoczka narciarskiego.
-To wspaniale.
Rozmawialiśmy jeszcze przez pół godziny aż w końcu musiałam iść na samolot, pożegnałam się i obiecałam że jeszcze się spotkamy.
Po powrocie poszłam do hotelu, w pokoju byłam o godzinie 22:00, wyczerpana, od razu poszłam spać.
Anva
Dostałam już wiadomość od Hery że jest już w hotelu, a nam zostało jakieś dwie godziny do celu, prócz Andiego który siedział z przodu koło mnie wszyscy spali. Dojechaliśmy na miejsce o pierwszej w nocy, nie poszłam się nawet przywitać z Herą, tylko od razu poszłam do pokoju i poszłam spać.
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział trzeci
To był on. Niebieskooki blondyn, nie mam tu na myśli Andreasa, a tak bardzo bym chciała żeby to był on, niestety. Był to Michael. Pamiętam go dobrze to on zawsze mnie prześladował, wyśmiewał, ale nasza znajomość trwała niedługo. Hera zawsze go lubiła, choć ona go nie interesowała, dziwne.
- Co ty tu robisz?- zapytałam, choć wiedziałam że zaraz mnie wyśmiej, powinnam odejść bez słowa.
- Anva nie cieszysz się na mój widok, Heroina by się cieszyła, i to dla niej były te gratulacje, przekaż jej- odpowiedział z szyderczym uśmiechem, jery jak ja go... nienawidzę.
- Za gratulacje dziękuje w imię Heroiny- przez cały czas na niego patrzyłam, w jego oczach widziałam zło wcielone.
Dzięki Bogu. Poczułam jak ktoś całuje mnie w poliko, to był Andi. Zabrał mnie za rękę i wzrok zatrzymał się na Michaelu.
- A ty co tu robisz?- spytał się Hayback.
- To już nie można przyjść do swojej dziewczyny?- zamurowało mnie.- To samo chciałbym się zapytać ciebie, ty tu nie masz co robić?- i tymi słowami mój ,,chłopak,, zgasił gnojka, a on z zaczerwienionymi ze wstydu na polikach odszedł.
- Mój chłopaku?- zapytałam z uśmiechem.
-Teraz muszę iść, ale musisz mi coś obiecać!- słuchałam dalej, byłam ciekawa co wymyśli.- Jak dziś będę na podium będziesz ze mną chodzić?
Zatkało mnie, ale zauważyłam że mówi to na poważnie. Pomachałam tylko głową co oznaczało ,,tak'' , nie byłam w stanie nic powiedzieć, łzy szczęścia nie pozwalały mi na to. Natychmiast poszłam do rodziny skoczków, byliśmy tam zaproszone przez żonę Kamila, którą dobrze poznałam. Na miejscu powiedziałam o tym Laurze, a ona zaczęła się drzeć zamiast ,,Maciek'', to ,, Andreas'' była przekonana że szczęście pozwoli być nam razem, oby.
Bacznie przyglądałam się wynikom, no i niestety Andi był na piątym miejscu, ale nie zwątpiłam w niego. Z obawy że się załamie napisałam mu SMS-a o treści ,, Nie przejmuj się, i tak Cię Kocham, Całuje i trzymam kciuki Amfetamina''. Nie wiem czy wiecie ale tak miałam na imię, Anva to mój pseudonim który wymyśliła Heroina. Wracając do zawodów. Wynik nie zmienił się do pierwszej serii, może lepiej pójdzie w drugiej....
-Dostałam odpowiedź- powiedziałam cicho ale wystarczająco alby Laura usłyszała.
- No dalej, czytaj!- odpowiedziała. Andreas napisał ,, Popatrz na mnie".- Gdzie on jest?- spytała Laura, po chwili zaczęła się drzeć- Anva spójrz!
Był tam, na ekranie. Miał kartkę z napisem ,, Anva Kocham Cię", i posłał mi całusa, chyba mi. Teraz wiedziałam nieważne jaki będzie wynik, i tak będziemy razem. Wszyscy na trybunach byli wzruszeni, razem ze mną.
Ruszyła druga seria, szybko poszło. Na piątym miejscu od końca startował Andreas. ,,Andi fruuuuń'' krzyczałam ile sił. Jest, skoczył 137, 5 metra, i zajął pierwsze miejsce. Po nim skakał Simon Amman, który skoczył 123 metrów, miał kiepskie warunki i zajął 13-15 miejsce, ostatnia trójka czyli Kot, Schlierenzauer, i lider PŚ Stoch. Teraz trzymałam kciuki razem z Laurą za Maćka i Kamila. Dobrze skoczył Maciek, wylądował na drugim miejscu, za Andreasem. Gregor którego też kojarzyłam z dzieciństwa ,źle skoczył zajął miejsce piąte.
- Teraz Kamil- powiedziałam z lekkim strachem, ale nie martwiłam się o mistrza. Poleciał dość dobrze..... Oczekiwaliśmy długi czas za miejscem który zajął Kamil. W końcu wyświetlił się numerek a ja mało nie zemdlałam. Był drugi. Cieszył się.Andi wygrał. Od razu razem z dziewczynami pobiegłyśmy aby im pogratulować.
- Gratuluje, czułeś się dziś mocny czy to raczej szczęście?- zapytałam tajemniczo.
- Wierzyłem w nas- Odpowiedział Wellinger, i pocałował mnie, a paparazzi od razu zabrało się za fotografowanie nas. byliśmy szczęśliwi, ja byłam szczęśliwa. Po ceremonii rozdania nagród,trzeba było uczcić zwycięstwo chłopaków.
Byliśmy już w restauracji, siedziałam koło Andreasa i Piotrka.
-Piotrek trochę mi przykro że zająłeś szóste miejsce- powiedziałam bo chciałam trochę podnieść go na duchu ale on zaczął się śmiać.
- Łe tam, następnym razem będzie lepiej- po tych słowach pochylił się do mnie- z jednej strony dobre jest to że nie musiałem odpowiadać na dużo pytań dziennikarz ów .- Tak to Piotrek, szczery do bólu, i śmieje się ze wszystkiego. Takiego go lubię.
Po kolacji poszliśmy wszyscy do swoich pokojów, mnie i Laurę odprowadził Andreas i Maciej.
- Co ty tu robisz?- zapytałam, choć wiedziałam że zaraz mnie wyśmiej, powinnam odejść bez słowa.
- Anva nie cieszysz się na mój widok, Heroina by się cieszyła, i to dla niej były te gratulacje, przekaż jej- odpowiedział z szyderczym uśmiechem, jery jak ja go... nienawidzę.
- Za gratulacje dziękuje w imię Heroiny- przez cały czas na niego patrzyłam, w jego oczach widziałam zło wcielone.
Dzięki Bogu. Poczułam jak ktoś całuje mnie w poliko, to był Andi. Zabrał mnie za rękę i wzrok zatrzymał się na Michaelu.
- A ty co tu robisz?- spytał się Hayback.
- To już nie można przyjść do swojej dziewczyny?- zamurowało mnie.- To samo chciałbym się zapytać ciebie, ty tu nie masz co robić?- i tymi słowami mój ,,chłopak,, zgasił gnojka, a on z zaczerwienionymi ze wstydu na polikach odszedł.
- Mój chłopaku?- zapytałam z uśmiechem.
-Teraz muszę iść, ale musisz mi coś obiecać!- słuchałam dalej, byłam ciekawa co wymyśli.- Jak dziś będę na podium będziesz ze mną chodzić?
Zatkało mnie, ale zauważyłam że mówi to na poważnie. Pomachałam tylko głową co oznaczało ,,tak'' , nie byłam w stanie nic powiedzieć, łzy szczęścia nie pozwalały mi na to. Natychmiast poszłam do rodziny skoczków, byliśmy tam zaproszone przez żonę Kamila, którą dobrze poznałam. Na miejscu powiedziałam o tym Laurze, a ona zaczęła się drzeć zamiast ,,Maciek'', to ,, Andreas'' była przekonana że szczęście pozwoli być nam razem, oby.
Bacznie przyglądałam się wynikom, no i niestety Andi był na piątym miejscu, ale nie zwątpiłam w niego. Z obawy że się załamie napisałam mu SMS-a o treści ,, Nie przejmuj się, i tak Cię Kocham, Całuje i trzymam kciuki Amfetamina''. Nie wiem czy wiecie ale tak miałam na imię, Anva to mój pseudonim który wymyśliła Heroina. Wracając do zawodów. Wynik nie zmienił się do pierwszej serii, może lepiej pójdzie w drugiej....
-Dostałam odpowiedź- powiedziałam cicho ale wystarczająco alby Laura usłyszała.
- No dalej, czytaj!- odpowiedziała. Andreas napisał ,, Popatrz na mnie".- Gdzie on jest?- spytała Laura, po chwili zaczęła się drzeć- Anva spójrz!
Był tam, na ekranie. Miał kartkę z napisem ,, Anva Kocham Cię", i posłał mi całusa, chyba mi. Teraz wiedziałam nieważne jaki będzie wynik, i tak będziemy razem. Wszyscy na trybunach byli wzruszeni, razem ze mną.
Ruszyła druga seria, szybko poszło. Na piątym miejscu od końca startował Andreas. ,,Andi fruuuuń'' krzyczałam ile sił. Jest, skoczył 137, 5 metra, i zajął pierwsze miejsce. Po nim skakał Simon Amman, który skoczył 123 metrów, miał kiepskie warunki i zajął 13-15 miejsce, ostatnia trójka czyli Kot, Schlierenzauer, i lider PŚ Stoch. Teraz trzymałam kciuki razem z Laurą za Maćka i Kamila. Dobrze skoczył Maciek, wylądował na drugim miejscu, za Andreasem. Gregor którego też kojarzyłam z dzieciństwa ,źle skoczył zajął miejsce piąte.
- Teraz Kamil- powiedziałam z lekkim strachem, ale nie martwiłam się o mistrza. Poleciał dość dobrze..... Oczekiwaliśmy długi czas za miejscem który zajął Kamil. W końcu wyświetlił się numerek a ja mało nie zemdlałam. Był drugi. Cieszył się.Andi wygrał. Od razu razem z dziewczynami pobiegłyśmy aby im pogratulować.
- Gratuluje, czułeś się dziś mocny czy to raczej szczęście?- zapytałam tajemniczo.
- Wierzyłem w nas- Odpowiedział Wellinger, i pocałował mnie, a paparazzi od razu zabrało się za fotografowanie nas. byliśmy szczęśliwi, ja byłam szczęśliwa. Po ceremonii rozdania nagród,trzeba było uczcić zwycięstwo chłopaków.
Byliśmy już w restauracji, siedziałam koło Andreasa i Piotrka.
-Piotrek trochę mi przykro że zająłeś szóste miejsce- powiedziałam bo chciałam trochę podnieść go na duchu ale on zaczął się śmiać.
- Łe tam, następnym razem będzie lepiej- po tych słowach pochylił się do mnie- z jednej strony dobre jest to że nie musiałem odpowiadać na dużo pytań dziennikarz ów .- Tak to Piotrek, szczery do bólu, i śmieje się ze wszystkiego. Takiego go lubię.
Po kolacji poszliśmy wszyscy do swoich pokojów, mnie i Laurę odprowadził Andreas i Maciej.
wtorek, 28 stycznia 2014
Rozdział drugi
Szliśmy w ciszy, ja miałam zawiązaną chustę na oczach.
- Gdzie ty mnie zabierasz?- zapytałam się z lekkim niepokojem.
- Uważaj pod nogi-powiedział z śmiechem w głosie.
- Jak mam uważać, jak mam zawiązane?
- Racja- odpowiedział i zabrał mnie na ręce. To było miłe....
- Gdzie ty mnie zabierasz?- zapytałam się z lekkim niepokojem.
- Uważaj pod nogi-powiedział z śmiechem w głosie.
- Jak mam uważać, jak mam zawiązane?
- Racja- odpowiedział i zabrał mnie na ręce. To było miłe....
Na miejscu byłam wyczerpana. Usiadłam.
- Już możesz zdjąć chustkę- jego cienki głos przemówił. Zobaczyłam że jestem na belce startowej skoków.
Z tego miejsca widok był nieziemski, tylko był mały problem, miałam lęk wysokości i gdy już spojrzałam na dół nogi zrobiły mi się jak wata, wtedy Andreas zabrał mnie za rękę, czułam się bezpieczna.
-Pięknie tu prawda?- zapytał z ty pięknym uśmiechem, a jego niebieskie oczy świeciły się przy blasku księżyca.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. On chyba to zrozumiał, też zamilkł. Siedzieliśmy tam w ciszy, obserwując widoki, to trwało tak 15 minut, później zrobiło nam się zimno i zeszliśmy z belki, i wróciliśmy do hotelu. Coś między nami zaiskrzyło, jak wtedy gdy byliśmy dziećmi.Tylko jest jeden problem, w dzieciństwie nasza więź się przerwała, teraz tego nie chcę.
Następnego dnia, po dobrze przespanej nocy, dwie koleżanki poszły na śniadanie, razem.
- Jak było?- zapytała mnie Laura, po chwili dodając-No wiesz... całowałaś się z nim?
-Laura!- głośniej nie mogła ona tego powiedzieć?- To było spotkanie było tylko w celach przyjacielskich- odpowiedziałam stanowczo, i poszłam usiąść do stołu.
-Dobrze uspokój się- doszła do mnie.
-Dobrze. A jak twoje spotkanie z Maćkiem?
- Bardzo dobrze, zjedliśmy obiad i poszliśmy do jego pokoju i....- zamilkła.
-Co i?! Laura nie mów że się całowałaś?
- Nie mogę zaprzeczyć- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.- To tylko pocałunek,żeby uczcić nasz związek.- powiedziała niskim głosem.
Czy ona powiedziała ,,związek" to słowo mnie od zawsze przerażało, Heroina zwykle go wypowiadała gdy przychodziła z ,,bananem" na ustach, mówiła o swoich nowych chłopakach. Na szczęście się zmieniła, bądź ktoś ją zmienił. Starałam się o tym nie myśleć.
- To chyba fajnie- powiedziałam, trochę się o nią martwię.
-Chyba fajnie, Anva ja czuje się wspaniale, i wiem że to nie będzie kolejny związek który potrwa krótko, wiem że to coś więcej- a ja czułam że ta wypowiedz płynęła prosto z serca, i to mnie cieszyło.
Po śniadaniu poszłyśmy na stok, Laura miała sie spotkać z Maćkiem, a ja miałam cichą nadzieje że spotkam się z Wellingerem.
Na skoczni byli już wszyscy zawodnicy i rozgrzewali się przed serią treningową.
Maciek razem z chłopakami dobiegli do nas, ale nigdzie nie widziałam Andreasa. Próbowałam o tym nie myśleć, może miał jeszcze trening.
-Cześć Anva- przywitał mnie Piotrek, jak zawsze z uśmiechem na twarzy, trochę przerażał mnie on ale od małego go znam i wiem że zawsze był zwariowany i śmiał się ze wszystkiego, to jest jego urok.
- Hej Piotrek, jak tam u Ciebie nie mieliśmy okazji powspominać.
- A..... po staremu, no trudno się mówi, jeszcze będzie czas, Wczoraj Cię widziałem z Wellingerem na obiedzie. Czyżby stara miłość nie rdzewieje?
- Nie, to było tylko spotkanie żadna randka- powiedziałam, a w głębi serca myślałam że coś z tego będzie.
Tę myśl przeszkodził mi dzwonek telefonu, dzwoniła do mnie Heroina.
- Halo Anva, słyszysz mnie- zapytała mnie, choć z jej strony słuchawki był ,,dość,, głośno.
- Tak, a ty mnie.
- No tak sobie, ale posłuchaj, masz do czynienia z mistrzynią olimpijską w biegach narciarskich stylem łyżwą, jesteś ze mnie dumna?- zapytała, a w jej głosie wyczuwałam tęsknotę, pewnie za mną.
- Bardzo-powiedziałam z łzami w oczach- Gratuluję siostrzyczko, bardzo cie kocham, po chwili zorientowałam się że Kamil chyba też wie o tej szczęśliwej nowinie, i prosi mnie o telefon aby z nią porozmawiać, w końcu to jest jej najlepszy przyjaciel.
- Podam ci teraz Kamila, chcę z tobą pogadać- nawet nie usłyszałam odpowiedzi, już Kamil zabrał mi telefon.
-Gratuluję- usłyszałam głos dochodzący za moich pleców.
Z tego miejsca widok był nieziemski, tylko był mały problem, miałam lęk wysokości i gdy już spojrzałam na dół nogi zrobiły mi się jak wata, wtedy Andreas zabrał mnie za rękę, czułam się bezpieczna.
-Pięknie tu prawda?- zapytał z ty pięknym uśmiechem, a jego niebieskie oczy świeciły się przy blasku księżyca.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. On chyba to zrozumiał, też zamilkł. Siedzieliśmy tam w ciszy, obserwując widoki, to trwało tak 15 minut, później zrobiło nam się zimno i zeszliśmy z belki, i wróciliśmy do hotelu. Coś między nami zaiskrzyło, jak wtedy gdy byliśmy dziećmi.Tylko jest jeden problem, w dzieciństwie nasza więź się przerwała, teraz tego nie chcę.
Następnego dnia, po dobrze przespanej nocy, dwie koleżanki poszły na śniadanie, razem.
- Jak było?- zapytała mnie Laura, po chwili dodając-No wiesz... całowałaś się z nim?
-Laura!- głośniej nie mogła ona tego powiedzieć?- To było spotkanie było tylko w celach przyjacielskich- odpowiedziałam stanowczo, i poszłam usiąść do stołu.
-Dobrze uspokój się- doszła do mnie.
-Dobrze. A jak twoje spotkanie z Maćkiem?
- Bardzo dobrze, zjedliśmy obiad i poszliśmy do jego pokoju i....- zamilkła.
-Co i?! Laura nie mów że się całowałaś?
- Nie mogę zaprzeczyć- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.- To tylko pocałunek,żeby uczcić nasz związek.- powiedziała niskim głosem.
Czy ona powiedziała ,,związek" to słowo mnie od zawsze przerażało, Heroina zwykle go wypowiadała gdy przychodziła z ,,bananem" na ustach, mówiła o swoich nowych chłopakach. Na szczęście się zmieniła, bądź ktoś ją zmienił. Starałam się o tym nie myśleć.
- To chyba fajnie- powiedziałam, trochę się o nią martwię.
-Chyba fajnie, Anva ja czuje się wspaniale, i wiem że to nie będzie kolejny związek który potrwa krótko, wiem że to coś więcej- a ja czułam że ta wypowiedz płynęła prosto z serca, i to mnie cieszyło.
Po śniadaniu poszłyśmy na stok, Laura miała sie spotkać z Maćkiem, a ja miałam cichą nadzieje że spotkam się z Wellingerem.
Na skoczni byli już wszyscy zawodnicy i rozgrzewali się przed serią treningową.
Maciek razem z chłopakami dobiegli do nas, ale nigdzie nie widziałam Andreasa. Próbowałam o tym nie myśleć, może miał jeszcze trening.
-Cześć Anva- przywitał mnie Piotrek, jak zawsze z uśmiechem na twarzy, trochę przerażał mnie on ale od małego go znam i wiem że zawsze był zwariowany i śmiał się ze wszystkiego, to jest jego urok.
- Hej Piotrek, jak tam u Ciebie nie mieliśmy okazji powspominać.
- A..... po staremu, no trudno się mówi, jeszcze będzie czas, Wczoraj Cię widziałem z Wellingerem na obiedzie. Czyżby stara miłość nie rdzewieje?
- Nie, to było tylko spotkanie żadna randka- powiedziałam, a w głębi serca myślałam że coś z tego będzie.
Tę myśl przeszkodził mi dzwonek telefonu, dzwoniła do mnie Heroina.
- Halo Anva, słyszysz mnie- zapytała mnie, choć z jej strony słuchawki był ,,dość,, głośno.
- Tak, a ty mnie.
- No tak sobie, ale posłuchaj, masz do czynienia z mistrzynią olimpijską w biegach narciarskich stylem łyżwą, jesteś ze mnie dumna?- zapytała, a w jej głosie wyczuwałam tęsknotę, pewnie za mną.
- Bardzo-powiedziałam z łzami w oczach- Gratuluję siostrzyczko, bardzo cie kocham, po chwili zorientowałam się że Kamil chyba też wie o tej szczęśliwej nowinie, i prosi mnie o telefon aby z nią porozmawiać, w końcu to jest jej najlepszy przyjaciel.
- Podam ci teraz Kamila, chcę z tobą pogadać- nawet nie usłyszałam odpowiedzi, już Kamil zabrał mi telefon.
-Gratuluję- usłyszałam głos dochodzący za moich pleców.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Rozdział pierwszy
***
Witajcie! Mam nadzieje że opowieść wam się spodoba, jeżeli nie, to proszę komentujcie ;) Życzę miłego czytania ;*
*
Był chłodny poranek . Świeży chleb stygł już w chlebaku. Anva jeszcze spała, a ja cichym krokiem wyszłam z naszego mieszkania.
ANVA
Rano gdy wstałam Hery już nie było, na stoliku nocnym zauważyłam kopertę, otworzyłam ją , był tam liścik na którym było napisane :
,,Pojechałam na zawody, niestety nie mogę pojechać do Oslo z tobą , zabierz Laurę i jedź się zabawić. Całuję, TWOJE UZALEŻNIENIE."
Zawsze tak się podpisujemy, to jest nasz znak rozpoznawczy, imiona. W kopercie prócz listu, były dwa bilety na skoki narciarskie w Oslo. Natychmiast zabrałam się za pakowanie rzeczy najpotrzebniejszych. Laurę poinformowała telefonicznie, już za 30 minut byłyśmy gotowe do wyjazdu. Podróż trwała prawie 10 godzin, umówiliśmy się że na zmianę będziemy prowadzić samochód. Dojechaliśmy na miejsce o godzinie 15:00. Od razu po przyjeździe do hotelu, jedynym o czym marzyliśmy to łóżko. Niestety, razem z Laurą zostałyśmy zaproszonę na konferencje prasową z udziałem skoczków narciarskich.
Na konferencji byli wszyscy zawodnicy zawodów, a ja z czterdziestu znałam tylko pięciu, Kamila, Piotrka, Dawida, Maćka i Janka. Podeszłam do nich, a oni zaczeli składać ko ndolencje. Jeden chłopak patrzył się na mnie, jego twarz wydawała mi się znajoma, te duże niebieskie oczy, myślałam skąd go kojarze, a tu usłyszałam głos Kamila skierowany do mni e, a ja przestałam myśleć o niebieskookim.
- Jak się trzymacie?- zapytał.
- Jakoś leci, próbujemy żyć dalej- odowiedziałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.- Ale...- załamał mi się głos- mam was chłopaki i to mnie podtrzymuje na duchu- zaczeliśmy się śmiać, zajeliśmy miejsce. Był dość nudno, nawet jak dla chłopaków. Po zebraniu w drodzę do pokoju czułam kogoś obecność, jakby ktoś mnie śledził, a nikogo nie widziałam nikogo. Nagle poczułam ciepły oddech na karku, odwróciłam się a tam chłopak, ten który patrzył się na mnie w sali konferencyjnej. Przez mi minute milczeliśmy, patrząc sobie w oczy.
- Pamiętasz mnie Anva?- zapytał.
- Jak mogłabym zapomnieć tego uśmiechu- odpowiedziałam z uśmiechem, to był mój ukochanny.....Andi . To był on, z 20 lat go nie widziałam. Gadaliśmy godzine n czasu, aż w k ońcu zaprosił mnie na obiad, zgodziłam się. Po chwili przypomniałam sobie o Laurze. Zaczełam biegać po pokoju, i drzeć się ,, Laura ", w końcu znalazłam ją w łóżku, spała, i pad łam z zmęczenia.
Rano obudził mnie krzyk Laury:
- Cholera Laura co jest?- zapytałam, ponieważ ona wybiła mnie z pięknego snu.
- Maciej- powiedziała, po chwili się opanowała- Maciej Kot zaprosił mnie dziś na obiad.
- Skąd ty go znasz?- spytałam bo wczoraj nawet jej nie widziałam w naszym towarzystwie.
- Byłam już na śniadaniu na dole, i go spotkałam.- mówiła to takim głosem jakby się zakochała- On pierwszy zagadał, tyle tematów poruszyliśmy, a na końcu on musiał już iść, i tak jakoś zaprosił mnie, Anva musisz iść ze mną-rozkazała.
- Laura ja też wczoraj kogoś spotkałam, i on też zaprosił mnie n dzisiejszy obiad.
- Kto to? Ładny, kim jest z zawodu?
- Zaraz poczekaj, to może po kolei. Ma na imię Andreas, tak jest przystojny, i jest skoczkiem narciarskim.- odpowiedziałam z wstydliwym uśmiechem. Nigdy jej się nie zwierzałam, zazwyczaj robiłam to z Herą.
- Ok, to dzisiejszy obiad zjemy osobno- powiedziała ze smutną miną.
- Nic się nie zmieni, śniadania też nie jadłam z tobą- odpowiedziałam ponuro, choć byłam bardzo szczęśliwa że dzięki temu ona poznała Maćka, i chyba się zakochała.
Do południa stroiłam się aby na obiad pójść i zaprezentować się jak najlepiej. Jejciu tyle go nie widziałam, i trochę się stresuję.
Zbliżała się godzina 14:00,a ja już siedziałam przy stoliku w restauracji której mieliśmy się spotkać. Patrzyłam na zegarek 14:15, cholera spóźnia się, może w ogóle nie przyjdzie. Te myśli mnie przerażają. Co minutę zerkałam na wejście, ale go nie było. O godzinie 14:45 straciłam sens czekania, aż nagle zobaczyłam go był ubrany w dżinsy, koszule i marynarkę, w ręku trzymał tuzin czerwonych róż. Podszedł do mnie, a ja spytałam go czemu się spóźnił, on na to:
- Obiady jadam o 15.
Albo jest ze mną nie tak, ale nie wyczułam w tej wypowiedzi nic. Słowa rzucone na wiatr, a to przecież on się spóźnił, i on nie przeprosił. Po chwili zaczął się śmiać. Usiedliśmy na miejsce, a on zaczął temat:
- A więc Anva przepraszam za spóźnienie, stało się to ponieważ byłem na treningu i się trochę przedłużyło, jeszcze raz przepraszam. Wybaczysz?- powiedział to tak słodko, i jeszcze te oczy....
- No dobrze- powiedział o on chyba trochę wyluzował tak jak ja- To jesteś skoczkiem.
- Tak. A ty kim jesteś z zawodu, i czemu przyjechałaś do Oslo?- zapytał. Tak, nigdy się nie interesowałam sportem, za to odpowiadała Heroina.
- Jestem weterynarzem, teraz studiuje chirurgie zwierzęcą, przyjechałam tu ponieważ Hera nie mogła a chcieliśmy odwiedzić chłopaków z kadry, przyjechałam z koleżanką Laurą.
- Aha. A właśnie jak tam Heroina?- zapytał patrząc w moje brązowe oczy.
- Dobrze, pojechała na zawody w biegach narciarskich.
Gadaliśmy z cztery godziny, raz czy dwa razy Andi zabrał mnie za rękę a ja od razu ją cofałam. W końcu on powiedział:
- Choć, mam dla Cibie niespodziankę.
Witajcie! Mam nadzieje że opowieść wam się spodoba, jeżeli nie, to proszę komentujcie ;) Życzę miłego czytania ;*
*
Był chłodny poranek . Świeży chleb stygł już w chlebaku. Anva jeszcze spała, a ja cichym krokiem wyszłam z naszego mieszkania.
ANVA
Rano gdy wstałam Hery już nie było, na stoliku nocnym zauważyłam kopertę, otworzyłam ją , był tam liścik na którym było napisane :
,,Pojechałam na zawody, niestety nie mogę pojechać do Oslo z tobą , zabierz Laurę i jedź się zabawić. Całuję, TWOJE UZALEŻNIENIE."
Zawsze tak się podpisujemy, to jest nasz znak rozpoznawczy, imiona. W kopercie prócz listu, były dwa bilety na skoki narciarskie w Oslo. Natychmiast zabrałam się za pakowanie rzeczy najpotrzebniejszych. Laurę poinformowała telefonicznie, już za 30 minut byłyśmy gotowe do wyjazdu. Podróż trwała prawie 10 godzin, umówiliśmy się że na zmianę będziemy prowadzić samochód. Dojechaliśmy na miejsce o godzinie 15:00. Od razu po przyjeździe do hotelu, jedynym o czym marzyliśmy to łóżko. Niestety, razem z Laurą zostałyśmy zaproszonę na konferencje prasową z udziałem skoczków narciarskich.
Na konferencji byli wszyscy zawodnicy zawodów, a ja z czterdziestu znałam tylko pięciu, Kamila, Piotrka, Dawida, Maćka i Janka. Podeszłam do nich, a oni zaczeli składać ko ndolencje. Jeden chłopak patrzył się na mnie, jego twarz wydawała mi się znajoma, te duże niebieskie oczy, myślałam skąd go kojarze, a tu usłyszałam głos Kamila skierowany do mni e, a ja przestałam myśleć o niebieskookim.
- Jak się trzymacie?- zapytał.
- Jakoś leci, próbujemy żyć dalej- odowiedziałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.- Ale...- załamał mi się głos- mam was chłopaki i to mnie podtrzymuje na duchu- zaczeliśmy się śmiać, zajeliśmy miejsce. Był dość nudno, nawet jak dla chłopaków. Po zebraniu w drodzę do pokoju czułam kogoś obecność, jakby ktoś mnie śledził, a nikogo nie widziałam nikogo. Nagle poczułam ciepły oddech na karku, odwróciłam się a tam chłopak, ten który patrzył się na mnie w sali konferencyjnej. Przez mi minute milczeliśmy, patrząc sobie w oczy.
- Pamiętasz mnie Anva?- zapytał.
- Jak mogłabym zapomnieć tego uśmiechu- odpowiedziałam z uśmiechem, to był mój ukochanny.....Andi . To był on, z 20 lat go nie widziałam. Gadaliśmy godzine n czasu, aż w k ońcu zaprosił mnie na obiad, zgodziłam się. Po chwili przypomniałam sobie o Laurze. Zaczełam biegać po pokoju, i drzeć się ,, Laura ", w końcu znalazłam ją w łóżku, spała, i pad łam z zmęczenia.
Rano obudził mnie krzyk Laury:
- Cholera Laura co jest?- zapytałam, ponieważ ona wybiła mnie z pięknego snu.
- Maciej- powiedziała, po chwili się opanowała- Maciej Kot zaprosił mnie dziś na obiad.
- Skąd ty go znasz?- spytałam bo wczoraj nawet jej nie widziałam w naszym towarzystwie.
- Byłam już na śniadaniu na dole, i go spotkałam.- mówiła to takim głosem jakby się zakochała- On pierwszy zagadał, tyle tematów poruszyliśmy, a na końcu on musiał już iść, i tak jakoś zaprosił mnie, Anva musisz iść ze mną-rozkazała.
- Laura ja też wczoraj kogoś spotkałam, i on też zaprosił mnie n dzisiejszy obiad.
- Kto to? Ładny, kim jest z zawodu?
- Zaraz poczekaj, to może po kolei. Ma na imię Andreas, tak jest przystojny, i jest skoczkiem narciarskim.- odpowiedziałam z wstydliwym uśmiechem. Nigdy jej się nie zwierzałam, zazwyczaj robiłam to z Herą.
- Ok, to dzisiejszy obiad zjemy osobno- powiedziała ze smutną miną.
- Nic się nie zmieni, śniadania też nie jadłam z tobą- odpowiedziałam ponuro, choć byłam bardzo szczęśliwa że dzięki temu ona poznała Maćka, i chyba się zakochała.
Do południa stroiłam się aby na obiad pójść i zaprezentować się jak najlepiej. Jejciu tyle go nie widziałam, i trochę się stresuję.
Zbliżała się godzina 14:00,a ja już siedziałam przy stoliku w restauracji której mieliśmy się spotkać. Patrzyłam na zegarek 14:15, cholera spóźnia się, może w ogóle nie przyjdzie. Te myśli mnie przerażają. Co minutę zerkałam na wejście, ale go nie było. O godzinie 14:45 straciłam sens czekania, aż nagle zobaczyłam go był ubrany w dżinsy, koszule i marynarkę, w ręku trzymał tuzin czerwonych róż. Podszedł do mnie, a ja spytałam go czemu się spóźnił, on na to:
- Obiady jadam o 15.
Albo jest ze mną nie tak, ale nie wyczułam w tej wypowiedzi nic. Słowa rzucone na wiatr, a to przecież on się spóźnił, i on nie przeprosił. Po chwili zaczął się śmiać. Usiedliśmy na miejsce, a on zaczął temat:
- A więc Anva przepraszam za spóźnienie, stało się to ponieważ byłem na treningu i się trochę przedłużyło, jeszcze raz przepraszam. Wybaczysz?- powiedział to tak słodko, i jeszcze te oczy....
- No dobrze- powiedział o on chyba trochę wyluzował tak jak ja- To jesteś skoczkiem.
- Tak. A ty kim jesteś z zawodu, i czemu przyjechałaś do Oslo?- zapytał. Tak, nigdy się nie interesowałam sportem, za to odpowiadała Heroina.
- Jestem weterynarzem, teraz studiuje chirurgie zwierzęcą, przyjechałam tu ponieważ Hera nie mogła a chcieliśmy odwiedzić chłopaków z kadry, przyjechałam z koleżanką Laurą.
- Aha. A właśnie jak tam Heroina?- zapytał patrząc w moje brązowe oczy.
- Dobrze, pojechała na zawody w biegach narciarskich.
Gadaliśmy z cztery godziny, raz czy dwa razy Andi zabrał mnie za rękę a ja od razu ją cofałam. W końcu on powiedział:
- Choć, mam dla Cibie niespodziankę.
niedziela, 26 stycznia 2014
Prolog
Zawsze zastanawiałam się jak to jest walczyć za coś co się kocha, za ojczyzne, teraz wiem, dlatego bo to przeżyłam.
Nazywam się Heroina Stayl, wraz z moją siostrą Anva zostaliśmy porzucone w dniu naszych czwartych urodzin, byłyśmy zdane tylko na ciotkę Kate i wujka Jose. Przyjeliśmy wujka nazwisko. Ciotka była dziennikarką sportową, a wujek mistrzem olimpijskim w skokach narciarskich, i tak się poznali. Wychowywali nas jak własne dzieci, których nie mieli. Często mama (tak ją nazywałyśmy, bo częściowo nią była) brała nas na różne wywiady z skoczkami, pływakami itd. A tata zapoznał nas z młodymi skoczkami, to było dzi wne że już w tak młodym wieku wiedzieli co będą robić w przyszłości. Moim przyjacielem był , jest Kamil Stoch. Rodzice posłali nas do najlepszych szkół, ja poszłam na wojskową, choć i tak planowałam zawodowo zająć się bieganiem narciarskim, a Anva poszła za weterynarza . Rok po ukończeniu naszych studiów mama zmarła na nowotwór płuc. Widać że tacie było ciężko, ale starał tego nie pokazywać, abyśmy normalnie funkcjonowały. Pół roku później i on nas opuścił.
To jest życie, lecz gdyby nie ta historia nie przeżyłabym tego co później się wydarzyło.
To jest tylko początek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)