Witam, dziś miałam wenę, więc to jest drugie, miłego czytania :*
***************************************
Heroina
Niestety, nie długo cieszyliśmy się swoją obecnością, zanim się pożegnaliśmy spędziliśmy czas tylko razem, i chyba się zakochałam. Zanim się obejrzałam już jechałam razem z Anvą na lotnisko. Czekał już tam Andreas i jego kolega Leon, wiem o nim tylko to że jest księgowym, i że jest według mojej siostry, przystojny, to się okaże. Na lotnisku zauważyłam Andreasa, i stojącego koło niego Leona, chyba bo nie pasował do opisu, chociaż nie był taki zły ale ja wolałam kogoś innego. Podeszliśmy do nich Anva i Andreas przywitali się, a ten Leon patrzył się na mnie.
-Może być- powiedział Leon patrząc się na mnie.
-Słucham?- zapytałam oburzona.
- Już nic, Leon jestem.
-Heroina- ten debil już mi się nie podoba, jest chamem.
-Heroina? Tak jak narkotyk- a na jego twarzy pojawił się uśmiech drwiący.
-Tak jak narkotyk ty ośle- nie wytrzymałam.
-Hera?!-zwróciła mi uwagę Anva - No więc tak, ja siedzę z Andim, ty z Leonem, mam nadzieję że się polubicie.
Szybko poszłam na miejsce przy oknie. Czekał mnie pięciogodzinny lot z ćwokiem obok, pięknie. Zaczął omawiać temat księgowości, gadał z dwie godziny, a ja nawet nie wiem o czym, słuchałam piosenki, naszej.
Przez resztę lotu zaczęłam z nim omawiać temat Hitlera, co on jako Niemiec o tym sądzi. Ja nawet nic nie miałam do niego, i trochę go podziwiałam bo gdyby nie on i jego rasizm do żydów, to Niemiec może by nie było. Każdy ma swoje zdanie, jako podoficera trochę o nim poczytałam. Dobrze że poruszyłam ten temat bo on się zamknął i do końca lotu. Byliśmy w Kumasi. Trochę szybko to poszło, cóż w końcu mamy XXI wiek. Na lotnisku czekał na nas już samochód, land rover.
-To kto prowadzi?-oczywiście ja chciałam , ale nie.
-To mogę ja!- odpowiedział Leon
Nie wiem po co się odezwał, on nie umie obsługiwać się automatem, co ja się dziwie, przecież w jego oplu jest manualna. W końcu to Andreas prowadził, a ja Leona wyśmiałam, haha.
Hotel był piękny, gdyby nie to że miałam dzielić pokój z nim.. Chyba moja siostrzyczka chcę mnie swatać.
-Ty śpisz na podłodze-powiedziałam.
-Macie dwupokojowy apartament- powiedział Andreas
-Masz szczęście.
Mieliśmy zostać tu na cały tydzień, ale zaplanowaliśmy razem z Wellingerem że mamy iść do sierocińca dla dzikich zwierząt, i tam mieliśmy małą niespodziankę. To dopiero za dwa dni, a do tego czasu zwiedzaliśmy zakątki Afryki. I tak przeminęło.To do mnie należał obowiązek przyprowadzenia Anvy na miejsce niespodzianki.
-Anva zbieraj się idziemy- powiedziałam wchodząc do jej pokoju.
-Ale ja jestem umówiona z Andim.
-On jest umówiony z Leonem.
-No dobrze a gdzie idziemy?
-Pozwiedzać, yyy....drzewka.-sama byłam zdziwiona tym co powiedziałam, ale chyba się udało.
-Drzewka? No dobra.
Szliśmy pieszo, bo ten debil Leon zabrał mi kluczyki. Na szczęście nie było tak daleko.
-Idziemy do sierocińca?- zapytała.
Skąd ona wiedziała, czyżby Andreas powiedział, nie...
-Nie.... skąd ci to przyszło do głowy?
-Leon coś wspominał.
Zabije tego głupka, nie umie trzymać języka za zębami, już planowałam zemstę, jak już byliśmy na miejscu.
Oni byli już na miejscu, nie wiem dlaczego ale od razu podeszłam do Leona i jak najmocniej wlałam go z pięści w twarz, a on upadł.
-Czemu jej wygadałeś?- krzyknęłam, a Andi zabrał już Anve do niespodzianki.
-Sory wymsknęło mi się, a czemu mnie uderzyłaś?
-Wymsknęło mi się- uśmiechnęłam się.
Jak już go pozbierałam z ziemi, dołączyliśmy do nich. Anva już trzymała na rękach małego lewka, zastanawiała się nad imieniem, to była ta niespodzianka.
-To może nazwiesz go Grey?-zaproponowałam, choć wiedziałam że imię naszego biologicznego ojca może trochę źle się kojarzyć z lwem, no ale cóż.
-Pięknie do niego pasuje, ma szare oczy.-odpowiedziała Anva.
Nie tylko to był znak szczególny, miał jeszcze czarną nutkę na klatce piersiowej.Wyszliśmy z hotelu z niczym, a wracaliśmy z małym lwem który już zrobił coś dobrego, pogryzł buta Leonowi, bo ten ćwok bał się zwrócić lwu uwagę, chyba polubię małego szkodnika, był to cudny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz