Mijały dni, a ja obserwowałem jak się rozwija ciąża mojej narzeczonej. To był już 9 miesiąc. Lada dzień urodzą się maleństwa. Jestem szczęśliwym ojcem. Hera już wyjechała ślad po niej zaginął. Powiedziano nam że jest w kręgu poszukiwanych/zaginionych na linii frontu. Michael się załamał. Holi podczas zawodów jest u Anvy.
-Kochanie kiedy będziesz?- zapytała opłakanym głosem Anva.
-Zaraz, a co jest?
-Znalazłam pamiętnik Hery. Ona chyba wiedziała że tam umrze.
-Kochanie, ona żyje, jeszcze wróci.
-Andreas ja w to nie wierze.
Wszedłem do domu, Anva i Holi leżały na podłodze i płakały.
-Nie płaczcie- podszedłem do nich, i przytuliłem.
-Ona to czuła.- Anva.
- Nic nie możemy zrobić. Przeczytasz fragment.
-Ona zostawiła list do mnie i ciebie.
Drodzy
Jeżeli czytacie ten list to znaczy że nie żyje, bądź jestem na liście zagubionych. Powiem że te dwie rzeczy są wspólne , w wojsku nie ma takiego czegoś jak zaginienie. Nie martwcie się. Żyjcie, kochajcie się, bądźcie szczęśliwymi rodzicami. Powiedzcie Holi że ją kocham, i jestem z nią w jej sercu.
Heroina.
-Michael wie?
-Dla niego też jest.
-On jutro wraca, dasz mu to, nic nie mów mu o pamiętniku, nie stresuj się bo urodzisz.
-Jutro mamy urodziny.
-To dla niej postaraj się wytrzymać do jutra.
Dziś poszliśmy wcześniej spać, razem z Anvą czuwaliśmy. Anva poczuła skurcz. Pojechaliśmy razem do szpitala. To zaczynamy rodzić.
--------------------------------
To już jest ostatni rozdział, trochę mało, no ale...
To tylko epilog.
Pozdrawiam :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz