Nigdy mnie nie zapomnij

Nigdy mnie nie zapomnij

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział siódmy

Następny dzień spędziłam na odwiedzeniu sierocińca, sama, nikt, prócz Leona, nie chciał ze mną iść ale wolałam iść bez niego, wstydu sobie nie będę robić?
Skierowano mnie do jakieś szopy, tam mieszkało dwadzieścia dzieci których rodzice zmarli, bądź je zostawili. Więcej było chłopców, wszystkie dzieci   bawiły się, prócz jednej  najmłodszej dziewczynki, która siedziała w kącie.Nie wiem dlaczego ale podeszłam do niej.Płakała.
-Czemu płaczesz?- zapytałam i zauważyłam że cierpi. Na początku nic nie powiedziała ale po jakimś czasie oczekiwań, zaczęła się odzywać.
-Moja mama mnie zostawiła- powiedziała, chyba była ,,świeżą,, sierotą.
-Jak masz na imię?- zapytałam, a jej oczy były takie piękne....
-Holi, a ty?-powiedziała.
- Ja mam na imię Heroina, masz tak samo na imię jak moja mama, bardzo ładnie.- powiedziałam z uśmiechem, a ona mnie przytuliła, była taka malutka, miała z cztery, pięć lat.
-Zostaniesz moją nową mamą, chcę.
Zamurowało mnie, nigdy nie myślałam  że będę miała dziecko, a tym bardziej taki z sierocińca. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, pokiwałam głową, jakby  serce chciało tego, była taka urocza. Naszej rozmowie przyglądała się opiekunka, natychmiast podeszła a ja już wiedziałam co jej powiedzieć.
-Mogę panią prosić o rozmowę- powiedziałam do opiekunki.
-Oczywiście-odeszliśmy od Holi.
-Czy Holi jest do adopcji?-spytałam.
-Właśnie do nas trafiła, i nie jestem pewna czy.....-zamilkła- pani się nadaje.
-Ja się nie nadaje- zapytałam z niedowierzaniem- Już ją pokochałam, i się postaram o to by ona wróciła ze mną do Polski.- Opiekunka chyba się do mnie przekonała. Załatwiłam wszystko w dwie godziny, trochę krócej niż w Polsce.
Razem ze swoją córką wracaliśmy do hotelu, kiedy w holu zauważyłam Leona, który podrywał dziewczyny, coś mu to nie wychodziło. Zauważyła nas i od razu podszedł, bo jakby inaczej.....
-Co to jest?- zapytał się, pokazując na Holi.
-Nie co, tylko kto?!-zwróciłam mu uwagę.- To jest Holi, moja córka.
Oniemiał, nie mógł nic powiedzieć, ale akurat jego zdanie mnie nie interesowało. Zaraz zauważyłam swoją siostrę ze swoim chłopakiem.Zauważyła Holi.
- Heroina kto to jest?- spytała z uśmiechem, pewnie dlatego że  przymnie było małe dziecko, i na dodatek czarnoskóre.
-To jest Holi, moja córka.
Powiedziawszy te słowa jej mina lekko zmieniła się. 
-Mogę Cie prosić na słówko, sama?!
-Dobrze, to może Holi pobawisz się z wujkiem Andim?- i od razu Holi poszła do  niego.

-Czyś ty zgłupiała do reszty? Taką decyzje podjęłaś w pięć minut. Przecież ty nawet nie masz faceta, a żaden cię nie zechce z dzieckiem i na dodatek czarnym.
-Nie rozumiesz tego, z resztą ty będziesz mogła mieć własne, a ja nie....
-Skąd wiesz że nie możesz mieć?- już się uspokoiła.
-Zrobiłam badania, już planowałam założyć rodzinę od dawna, a teraz ją mam.
-Jaką rodzinę? Rodzina ta mama, tata i dziecko, brakuje ci taty....
-Nie brakuję- lekko się zarumieniłam- Pamiętasz może Michaela?!....
-Michael?! Serio, ale on nas nie lubi, i my też, nie?
-Ty go nie lubisz Anva, ja....-zamilkłam- ja go kocham.
-Teraz mnie zdziwiłaś. A z wzajemnością?
-Tak, jestem z nim szczęśliwa.
-To dobrze.- spojrzałyśmy się na Andiego jak się bawi z Holi.
-Zobacz jaka ona słodka, i jak Andi ją polubił, a wiesz że jesteś matką chrzęsną?
-To dobrze.- podeszliśmy do nich.- Cześć Holi, jestem Anva, twoja ciocią.-dziewczynka nic nie powiedziała, tylko się przytuliła.
-A gdzie jest Leon-zapytał Andreas.
-Wyprowadza Greya.- odpowiedziała Anva.
-Biedny Grey...-zażartowałam.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz