Nigdy mnie nie zapomnij

Nigdy mnie nie zapomnij

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział czwarty

Po dobrze przespanej nocy, śniło mi się koszmar, a mianowicie że odnalazła się moja prawdziwa matka, dobrze że to był tylko sen. Zerknęłam na telefon, a tam wiadomość od Andiego, napisał o 00:20 ,, Dobrej nocy, Kocham Cię :*'', jeszcze wczoraj dzwoniłam do Heroiny, a ona powiedziała że mamy pojechać z chłopakami na ostatni konkurs który jest w Willingen. Jest najważniejszy, ponieważ Kamil ma szanse wygrać PŚ, a Andi ma szanse na trzecie a nawet na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Zgodziłam się, razem z Laura zaczęliśmy się pakować i o godzinie  10:00 byliśmy prawie gotowe, zostało nam jeszcze śniadanie i ruszamy. Razem z nami moim samochodem jechali Andi, Maciek i Wank.
 Czekało nas 1150 km, i 14 godzin jazdy, porostu cudownie.

  
           Heroina

Wygrałam Igrzyska. Jestem szczęśliwa, a jeszcze bardziej że Anva poradziła sobie i nie mogę się doczekać aż ją zobaczę.  Czekam w kolejce do kasy na lotnisku. Jak już kupiłam bilet, okazało się że jest ,,małe'' opóźnienie lotu do Willingen. Postanowiłam pójść na kawę do pobliskiej kawiarni. Usiadłam się przy stoliku dwuosobowym. Nagle jakaś pani stojąca koło mnie powiedziała coś po polsku lecz nie zrozumiała nic.
Była dość wysoka, miała długie włosy i była ubrana w stylu hipisa, co na jej wiek wyglądała dziwnie, miała około czterdzieści pięć lat.
- Witaj Heroino-odezwała się do mnie, a jej głos był trochę tak jakby smutny, wręcz płakała, ale nie to mnie zastanawiało, ona znała moje imię.
-Dzień dobry, przepraszam ale znam panią- zapytałam, a ona machnęła głową, tak jakby pytała mnie czy może się usiąść.- Może usiądzie pani?- zaczęło mnie to wszystko irytować.
- Mam na imię Holi, nie wiem czy wiesz ale znałam twoją ciotkę Kate i wujek Jose .
-Nie przypominam sobie pani. Może powie pani swoje nazwisko?
- Ma na nazwisko Eward, ale moje nazwisko panieńskie to- zamilkła- To Stayl- w jej oczach pojawiły się łzy.
W pierwszej chwili  myślalam że się przesłyszałam ale to się zmieniło gdy ona wyjęła z kieszeni zdjęcie na którym byłam ja i Anva mieliśmy na nim z dwa lata. Chciałam uciec, ale serce mi nie pozwoliło na to, kazało mi zostać i pogadać.
- Dlaczego?-zapytałam, ale nie byłam typem co płacze, nawet jeżeli zostanę skrzywdzona, bez łez.
-Musieliśmy, nie było nas stać na wychowanie bliźniąt, a teraz dowiedziałam się że jesteś tu i postanowiłam ci to wreszcie powiedzieć, wcześniej się bałam- Jej oczy były podobne do Anvy, tak samo głębokie i tak samo opłakane.
- Czyli nas zostawiliście z braku pieniędzy, jak narkotyki?- moje pytanie trochę mnie rozbawiło, i nie tylko mnie.
-Byłyście, jesteście i będziecie naszym, moim uzależnieniem, nie mogłyście z nami zostać bałam się że nie będziecie z nami szczęśliwe. A u wujków mieliście lepiej.
-Widzę że wszystkiego się bałaś, a ojciec? gdzie on?
Grey, bo tak miał na imię.- nie mogła się przemóc i dokończyć- umarł dwa lata temu, w wypadku samochodowym.
- Składam kondolencje, i przepraszam że poruszyłam temat.
-Nic nie szkodzi- uśmiech pojawił się na jej twarzy.- A co z Kate i Jose?
- Mama zmarła trzy lata temu na nowotwór płuc, a tata pół roku temu.
-Przykro mi, uważałaś ich za swoich prawdziwych rodziców?
-Nie, wiedziałam że moi biologiczni rodzice żyją, razem z Anva postanowiliśmy tak do nich mówić, było nam lżej.
- Dobrze, a co tam u Anvy, czy ona też jest sportowcem tak jak ty?
-Nie, ona jest weterynarzem, właśnie lecę się z nią spotkać, ma chłopaka skoczka narciarskiego.
-To wspaniale.
Rozmawialiśmy jeszcze przez pół godziny aż w końcu musiałam iść na samolot, pożegnałam się i obiecałam że jeszcze się spotkamy.
Po powrocie poszłam do hotelu, w pokoju byłam o godzinie 22:00, wyczerpana, od razu poszłam spać.

Anva

Dostałam już wiadomość od Hery że jest już w hotelu, a nam zostało jakieś dwie godziny do celu, prócz Andiego który siedział z przodu koło mnie wszyscy spali.  Dojechaliśmy na miejsce o pierwszej w nocy, nie poszłam się nawet przywitać z Herą, tylko od razu poszłam do pokoju i poszłam spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz