Nigdy mnie nie zapomnij

Nigdy mnie nie zapomnij

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział dziesiąty

Wstałam o 10:00, po pierwsze Holi nie dała mi się wyspać, a po drugie Michael miał o 14:30 wyjechać na treningi, zima się skończyła ale LGP miało się zacząć lada moment. Musieliśmy się pożegnać z nim, a Holi miła dziś poznać się z babcią Holi, Anva miała do nas dołączyć tylko ona myśli że tylko z nami czyli mną i małą. Mama też nie wie że pozna swą drugą córkę. A to będą miały niespodziankę.
Tylko nie to mnie zamartwiało. Dziś przed spotkaniem miałam ważną sprawę. Bałam się tej sprawy. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
 Anva była o 15 i już pukała do naszych drzwi. Holi poszła otworzyć.
- Cześć ciociu.
-Część maluszku, co tam u was słychać?
-Mama zaraz wychodzi, a tata pojechał wygrywać, a ja zostaje z tobą na małą godzinkę. A reszta to niespodzianka, nie mogę wygadać.
-No dobrze, a gdzie mama? zaprowadzisz?
-Mhm..
- Cześć Anva, zostaniesz z małą, muszę załatwić coś na mieście.
-Jasne, a gdzie się wybierasz?
-Nieważne, a gdzie masz Grey-a?
-Jest u swojej ulubionej niani!- zaczęła się śmiać.
-Niech zgadnę Leon?
-Mhm...- i wtedy wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.

Wyszłam, miałam spotkanie z kimś który miał mi powiedzieć coś ważnego, coś co zrobiłam w szkole dawno temu, i tego nie żałuje choć wiem że to nic dobrego. Będę robiła to co mam za zadanie. Zrobię wszystko co w mojej mocy.

Po spotkaniu nie byłam w stanie dojść do domu, musiałam pójść z  świadomością że za miesiąc wszystko się skończy, dla mnie. Doszłam do domu gdzie już czekały na mnie uszykowane na wyjście na lody Anva i Holi.
Z mamą byłam już umówiona, więc poszliśmy do kawiarni w której z daleka widziałam mamę jak już czekała.

-Heroina!- zawołała.
-Mama- odpowiedziałam i podeszłam do niej wraz ze mną Holi.
-Mama?- powiedziała Anva ze zdziwieniem.
- To jest Holi, czyli nasza biologiczna mama.- opowiedziałam jej jak ją spotkałam, i że ja jej wybaczyłam a to co ona zrobi to jej sprawa ja chcę żeby Holi miała babcie.
-  Dobrze- powiedziała Anva- mamo?! chyba mnie rozumiesz dlaczego tak zareagowałam, nie widziałam Cię dwadzieścia parę lat, nie byłam przygotowana na to spotkanie, i jeszcze te emocje związane ze ślubem.
-Słyszałam o twoich zaręczynach od Heroiny, gratuluje.- powiedziała mama.
-Dziękuje ma się odbyć za trzy tygodnie, nie chcemy czedkać.
- Za trzy tygodnie??- zapytałam byłam trochę zdziwiona.
-Tak, zaproszenia zostały już wysłane- powiedziała do mnie- i oczywiście ty też jesteś zaproszona, mamo.- zwróciła się do mamy.
-No dobrze dobrze ja jestem Holi, kiedy zjemy te lody?- zapytała moja córeczka.
-Ja też jestem Holi, i jestem twoją babcią , kupię ci największy deser, ok?-powiedziała mama.- To my pójdziemy zamówić desery a wy tu zastańcie.
Poszły a ja czułam że muszę się komuś wyżalić.
-Anva?- zapytałam, upewniałam się czy mnie będzie słuchać.
-Tak?
-Mam problem, za miesiąc mnie już nie będzie tu.
-Ale co masz na myśli?
- Za czasów studiów zapisałam się do armii krajowej, oni mieli mi dać cynka, telefon kiedy miałabym wyjechać na misje. To się dziś stało, na tym spotkaniu powiedzieli mi że za miesiąc muszę wyjechać nie ma odwrotu, ponieważ już nikogo nie mieli. Wypadło na mnie.

-----------------------------------------------------------------
Mamy X rozdział, mój ulubiony. Mam jeszcze ok. dziesięć może więcej rozdziałów, więc to jeszcze trochę.
Teraz mam trochę materiału do nauki więc rozdziały  będą co tydzień może mniej. Niestety trzecia klasa :/

CZEKAM NA WASZE OPINIE, TO MNIE MOTYWUJĘ :)

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział dziewiąty

          Laura 
To już dziś, mam zostać Panią Kot, tak się cieszę...... Wszystko gotowe, wystarczy tylko powiedzieć ,,Tak''.
Trochę się boje, ale na strach teraz nie pora. I'm ready!
Miałam najpiękniejszą suknie ślubną, wesele jest w Zakopanym. Nawet dziennikarze się nim zainteresowali.
Kwiatki przed moimi nagami posypała Holi, a za rękę trzymał mnie tata, kościół był pełen, a koło księdza stał mój ukochany, Maciek. Gdy już stałam koło niego poczułam się bezpieczna. Kocham go.
 Nie słyszałam  co mówił ksiądz, ale gdy Maciek zaczął składać przysięgę chciałam się rozpłakać, on jest tak kochany, ale była pora na mnie. potem zostało mi do powiedzenia jedno:
-Tak.
Gdy on mi to samo odpowiedział, skrzypce zaczęły grać, a my wyszliśmy z kościoła, i weszliśmy do góralskiej karocy.
-Kocham Cię- powiedziałam do Maćka.
-Kocham Cię- odpowiedział, i pocałował mnie.

Weselna sala była to chata góralska, z drewna i tylko drewna.
Anva siedziała po mojej prawej stronie a koło niej Andreas, po lewej stronie Maćka siedział jego druhny Piotrek.
Nadszedł czas na pierwszy  taniec. Trochę się denerwowałam, zawsze miałam dwie lewe nogi do tańca ale gdy on jest przy mnie czułam się dobrze.
Zatańczyłam dość dobrze. Gdy podli nam kolacje, poczułam że muszę wyjść do toalety, było mi niedobrze.

-Laura- zawołała mnie Anva.
-Jestem tu- powiedziałam z twarzą w muszli klozetowej.
-Co ty tutaj robisz?-zapytała.
-Zrobiło mi się niedobrze.- oznajmiłam.
- Przecież nic jeszcze dziś nie jadłaś?!
-Fakt. -zaczęłam rozmyślać- Okres też mi się spóźnia.
-Wiesz co to znaczy- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
Jestem w ciąży, naprawdę. Trochę się cieszę, trochę? nawet bardzo, ale obawiam się jak to powiem Maćkowi, czy on też się ucieszy, obiecaliśmy sobie że poczekamy z dzieckiem..... Może mu nie powiem?
-Obiecuj mi że nie powiesz Maćkowi, nikomu.-powiedziałam do Anvy.
-Ale Laura?!
-Obiecaj!
-Dobrze.-odpowiedziała.

     Anva

Wróciliśmy na miejsca. A Andi znikł. Zauważyłam go jak się bawi z Holi, tak słodko wyglądali, tyle szczęścia, moja siostrzyczka jest już duża, i ma rodzinę.

           Heroina 
Na weselu było cudownie, wreszcie Anva pogodziła się z Michaelem, i to mnie cieszy. Jeszcze tylko musi poznać mamę, to będzie trudne, aby ona jej wybaczyła. To nie jest moje jedyne zmartwienie, ale o drugim staram się nie myśleć, może jeszcze coś się zmieni. Oby.

Na weselu nie zostaliśmy długo, ale jedno mnie zdziwiło na nim, bo o punkt 22:00, Andi miał niespodziankę dla Anvy. Wszyscy paczyliśmy na nich, a on uklęk i wyciągnął małe pudełko z pierścionkiem. O BOŻE ON JEJ SIĘ OŚWIADCZA.

-Anva kocham Cię, wyjdź za mnie?- powiedział Andreas.
-Tak- powiedziała moja siostra, tak jakby na to czekała. Pocałowali się, a Leon który był zaproszony zaczął płakać. Pewnie ze szczęścia, on się tak łatwo wzrusza....

-------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy następny rozdział. Myślę że będzie się podobało. Pozdrawiam :)

CZYTASZ = KOMENTUJ

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział ósmy

To już dziś, miałam się spotkać z Michaelem, będzie na mnie, nas czkał na lotnisku punkt 21:00.
Byliśmy na lotnisku, i już mieliśmy wylatywać z ciepłej Afryki. Tylko Leon zapomniał klapków i musieliśmy się wracać, dobrze że było opóźnienie. Ten głupek musiał wrócić po coś co i tak Grey pożarł mu, bo włożył to do torby.
-Yyyy... Leon?- chciałam biedakowi to powiedzieć, ale on nic się nie odzywał, był obrażony bo przegrał z Holi w warcaby, a uważał się za mistrza. Olałam go jak Grey jego torbę i wtedy się ocknął.
- K**** Grey coś ty zrobił?!!!- zaczął się drzeć. A ja razem z Holi zaczęłyśmy się śmiać w niebo głosy.- Co się śmiejecie, nie mogłaś mi powiedzieć że on gryzie moją torbę?
-Mówiłam, ale ty byłeś tak ,,urażony,, że nie słuchałeś, przegrałeś z pięcioletnią dziewczynką i już się obrażasz.-powiedziałam, a on zamilkł.

Jakieś dwie godziny później wreszcie wylecieliśmy, ja siedziałam koło Leona, Holi chciała siedzieć z Andreasem i Anvą.
-Powiedz dlaczego ty mnie nie lubisz?
-A kto powiedział Ci że ja Cię nie lubię?- odpowiedziałam.
-No... tak przeczuwam, a co tak nie jest?
- Nie no jest....ale już mi trochę przechodzi.
-Naprawdę?!!
-Nie.
Miałam spokój na długi czas, i lot wydawał się krótszy jak słuchałam piosenki. Holi nawet nie przyszła do mnie, zasnęła na miejscu obok Andreasa, chyba on ją polubił, Anva jeszcze nie jest przekonana.

                                                    **************
Na lotnisku wysłałam SMS-a Michaelowi z informacją że jesteśmy, odpisał ,,CZEKAM", a Holi nie mogła się doczekać aż spotka swojego nowego tatusia. Byłam szczęśliwa.



                     Anva 
  Wylądowaliśmy. Haybeack czekał za Herą i jak się zobaczyli pożegnali się i pojechali do domu, chyba do Krakowa do mojego byłego mieszkania. A ja z Andim wróciłam do jego domu. Pierwszy raz miałam zamieszkać z kimś innym niż z moją siostrą. Andi poszedł zajrzeć do skrzynki pocztowej, a ja poszłam zrobić coś do jedzenia.
-Anva, zobacz co mam- powiedział Andi wchodząc do kuchni.
-Kopertę?- byłam trochę zmęczona, i nie chciałam bawić się w zgaduj zgadula.
-Zaproszenie na ślub.
-Co? Kogo?
-Spójrz.

                                         Zaproszenie 
Dnia 3 października 2022 roku pragnę zaprosić Anve Style i Andreasa Wellingera na ślub Laury i Macieja.
                         Czekamy na Was! :)
-To przecież za tydzień...-odpowiedziałam.
-Mhm... i spójrz w twoje urodziny- odpowiedział Andi.
-Właśnie. W co ja się ubiorę?
-Haha co pewnie chcesz teraz jechać na zakupy?
-Tak, ale pojadę sama ty zostań z Grey-em.

Już w samochodzie dzwoniłam do Laury, ale odebrał Maciej.
-Halo.
-Cześć jest Laura?
-Tak już daje.
-Dzięki.
-No cześć Anva, dostałaś zaproszenie- usłyszałam głos Laury.
-Tak, bardzo dziękuje ale wcześniej nie mogłaś mnie poinformować?
-A co nie pasuje Ci?- spytała zmartwionym głosem.-Hera już dawno wiedziała.
-Pasuje. Nic mi nie mówiła, a ty wiesz że ona...-nie pozwoliła mi skończyć.
-Zaadoptowała małą murzynkę, wiem jest zaproszona wraz z Michaelem.
-O.K. muszę kończyć idę sobie kupić sukienkę na ten specjalny dzień.
-Pa- już się rozłączyła.

Kupiłam piękną sukienkę od Armaniego była czarna, jako druhna muszę ładnie wyglądać. Szpilki były najlepsze chanel, no i torebka gucci. Byłam już gotowa no ale tydzień te cudeńka muszą poczekać.......



--------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to Niemcy mają złoto, gratulacje. Drugie Austria a trzecie Japonia jeszcze raz Gratulacje.
Gratulacje należą się także naszym chłopakom GRATULUJĘ POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO!!! :)
 Ten rozdział jest całkiem całkiem, życzę miłego czytania.
CZYTASZ = KOMENTUJ  

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział siódmy

Następny dzień spędziłam na odwiedzeniu sierocińca, sama, nikt, prócz Leona, nie chciał ze mną iść ale wolałam iść bez niego, wstydu sobie nie będę robić?
Skierowano mnie do jakieś szopy, tam mieszkało dwadzieścia dzieci których rodzice zmarli, bądź je zostawili. Więcej było chłopców, wszystkie dzieci   bawiły się, prócz jednej  najmłodszej dziewczynki, która siedziała w kącie.Nie wiem dlaczego ale podeszłam do niej.Płakała.
-Czemu płaczesz?- zapytałam i zauważyłam że cierpi. Na początku nic nie powiedziała ale po jakimś czasie oczekiwań, zaczęła się odzywać.
-Moja mama mnie zostawiła- powiedziała, chyba była ,,świeżą,, sierotą.
-Jak masz na imię?- zapytałam, a jej oczy były takie piękne....
-Holi, a ty?-powiedziała.
- Ja mam na imię Heroina, masz tak samo na imię jak moja mama, bardzo ładnie.- powiedziałam z uśmiechem, a ona mnie przytuliła, była taka malutka, miała z cztery, pięć lat.
-Zostaniesz moją nową mamą, chcę.
Zamurowało mnie, nigdy nie myślałam  że będę miała dziecko, a tym bardziej taki z sierocińca. Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć, pokiwałam głową, jakby  serce chciało tego, była taka urocza. Naszej rozmowie przyglądała się opiekunka, natychmiast podeszła a ja już wiedziałam co jej powiedzieć.
-Mogę panią prosić o rozmowę- powiedziałam do opiekunki.
-Oczywiście-odeszliśmy od Holi.
-Czy Holi jest do adopcji?-spytałam.
-Właśnie do nas trafiła, i nie jestem pewna czy.....-zamilkła- pani się nadaje.
-Ja się nie nadaje- zapytałam z niedowierzaniem- Już ją pokochałam, i się postaram o to by ona wróciła ze mną do Polski.- Opiekunka chyba się do mnie przekonała. Załatwiłam wszystko w dwie godziny, trochę krócej niż w Polsce.
Razem ze swoją córką wracaliśmy do hotelu, kiedy w holu zauważyłam Leona, który podrywał dziewczyny, coś mu to nie wychodziło. Zauważyła nas i od razu podszedł, bo jakby inaczej.....
-Co to jest?- zapytał się, pokazując na Holi.
-Nie co, tylko kto?!-zwróciłam mu uwagę.- To jest Holi, moja córka.
Oniemiał, nie mógł nic powiedzieć, ale akurat jego zdanie mnie nie interesowało. Zaraz zauważyłam swoją siostrę ze swoim chłopakiem.Zauważyła Holi.
- Heroina kto to jest?- spytała z uśmiechem, pewnie dlatego że  przymnie było małe dziecko, i na dodatek czarnoskóre.
-To jest Holi, moja córka.
Powiedziawszy te słowa jej mina lekko zmieniła się. 
-Mogę Cie prosić na słówko, sama?!
-Dobrze, to może Holi pobawisz się z wujkiem Andim?- i od razu Holi poszła do  niego.

-Czyś ty zgłupiała do reszty? Taką decyzje podjęłaś w pięć minut. Przecież ty nawet nie masz faceta, a żaden cię nie zechce z dzieckiem i na dodatek czarnym.
-Nie rozumiesz tego, z resztą ty będziesz mogła mieć własne, a ja nie....
-Skąd wiesz że nie możesz mieć?- już się uspokoiła.
-Zrobiłam badania, już planowałam założyć rodzinę od dawna, a teraz ją mam.
-Jaką rodzinę? Rodzina ta mama, tata i dziecko, brakuje ci taty....
-Nie brakuję- lekko się zarumieniłam- Pamiętasz może Michaela?!....
-Michael?! Serio, ale on nas nie lubi, i my też, nie?
-Ty go nie lubisz Anva, ja....-zamilkłam- ja go kocham.
-Teraz mnie zdziwiłaś. A z wzajemnością?
-Tak, jestem z nim szczęśliwa.
-To dobrze.- spojrzałyśmy się na Andiego jak się bawi z Holi.
-Zobacz jaka ona słodka, i jak Andi ją polubił, a wiesz że jesteś matką chrzęsną?
-To dobrze.- podeszliśmy do nich.- Cześć Holi, jestem Anva, twoja ciocią.-dziewczynka nic nie powiedziała, tylko się przytuliła.
-A gdzie jest Leon-zapytał Andreas.
-Wyprowadza Greya.- odpowiedziała Anva.
-Biedny Grey...-zażartowałam.    

niedziela, 9 lutego 2014

Jest złoto

Kamil Stoch NASZ MISTRZ!!!
  Gratulacje Kamil, także gratulacje dla Janka i Macieja :) JESTEŚMY DUMNI!! <3



 

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział szósty

                     Witam, dziś miałam wenę, więc to jest drugie, miłego czytania :*

                              ***************************************


   Heroina 
Niestety, nie długo cieszyliśmy się swoją obecnością, zanim się pożegnaliśmy spędziliśmy czas tylko razem, i chyba się zakochałam. Zanim się obejrzałam już jechałam razem z Anvą na lotnisko. Czekał już tam Andreas i jego kolega Leon, wiem o nim tylko to że jest księgowym, i że jest według mojej siostry, przystojny, to się okaże. Na lotnisku zauważyłam Andreasa, i stojącego koło niego Leona, chyba bo nie pasował do opisu, chociaż nie był taki zły ale ja wolałam kogoś innego. Podeszliśmy do nich Anva i Andreas przywitali się, a ten Leon patrzył się na mnie.
-Może być- powiedział Leon patrząc się na mnie.
-Słucham?- zapytałam oburzona.
- Już nic, Leon jestem.
-Heroina- ten debil już mi się nie podoba, jest chamem.
-Heroina? Tak jak narkotyk- a na jego twarzy pojawił się uśmiech drwiący.
-Tak jak narkotyk ty ośle- nie wytrzymałam.
-Hera?!-zwróciła mi uwagę Anva - No więc tak, ja siedzę z Andim, ty z Leonem, mam nadzieję że się polubicie.
Szybko poszłam na miejsce przy oknie. Czekał mnie pięciogodzinny lot z ćwokiem obok, pięknie.  Zaczął omawiać temat księgowości, gadał z dwie godziny, a ja nawet nie wiem o czym, słuchałam piosenki, naszej.
 Przez resztę lotu zaczęłam z nim omawiać temat Hitlera, co on jako Niemiec o tym sądzi. Ja nawet nic nie miałam do niego, i trochę go podziwiałam bo gdyby nie on i jego rasizm do żydów, to Niemiec może by nie było. Każdy ma swoje zdanie, jako podoficera trochę o nim poczytałam. Dobrze że poruszyłam ten temat bo on się zamknął i do końca lotu. Byliśmy w Kumasi. Trochę szybko to poszło, cóż w końcu mamy XXI wiek. Na lotnisku czekał na nas już samochód, land rover.
-To kto prowadzi?-oczywiście  ja chciałam , ale nie.
-To mogę ja!- odpowiedział Leon
Nie wiem po co się odezwał, on nie umie obsługiwać się automatem, co ja się dziwie, przecież w jego oplu jest manualna. W końcu to Andreas prowadził, a ja Leona wyśmiałam, haha.
Hotel był piękny, gdyby nie to że miałam dzielić pokój z nim.. Chyba moja siostrzyczka chcę mnie swatać.
-Ty śpisz na podłodze-powiedziałam.
-Macie dwupokojowy apartament- powiedział Andreas
-Masz szczęście. 
Mieliśmy zostać tu na cały tydzień, ale zaplanowaliśmy razem z Wellingerem że mamy iść do sierocińca dla dzikich zwierząt, i tam mieliśmy małą niespodziankę. To dopiero za dwa dni, a do tego czasu zwiedzaliśmy zakątki Afryki. I tak przeminęło.To do mnie należał obowiązek przyprowadzenia Anvy na miejsce niespodzianki.
-Anva zbieraj się idziemy- powiedziałam  wchodząc do jej pokoju.
-Ale ja jestem umówiona z Andim.
-On jest umówiony z Leonem.
-No dobrze a gdzie idziemy?
-Pozwiedzać, yyy....drzewka.-sama byłam zdziwiona tym co powiedziałam, ale chyba się udało.
-Drzewka? No dobra.
Szliśmy pieszo, bo ten debil Leon zabrał mi kluczyki. Na szczęście nie było tak daleko.
-Idziemy do sierocińca?- zapytała.
Skąd ona wiedziała, czyżby Andreas powiedział, nie...
-Nie.... skąd ci to przyszło do głowy?
-Leon coś wspominał.
Zabije tego głupka, nie umie trzymać języka za zębami, już planowałam zemstę, jak już byliśmy na miejscu.
Oni byli już na miejscu, nie wiem dlaczego ale od razu podeszłam do Leona i jak najmocniej wlałam go z pięści w twarz, a on upadł.
-Czemu jej wygadałeś?- krzyknęłam, a Andi zabrał już Anve do niespodzianki.
-Sory wymsknęło  mi się, a czemu mnie uderzyłaś?
-Wymsknęło mi się- uśmiechnęłam się.
Jak już go pozbierałam z ziemi, dołączyliśmy do nich. Anva już trzymała na rękach małego lewka, zastanawiała się nad imieniem, to była ta niespodzianka.
-To może nazwiesz go Grey?-zaproponowałam, choć wiedziałam że imię naszego biologicznego ojca może trochę źle się kojarzyć z lwem, no ale cóż.
-Pięknie do niego pasuje, ma szare oczy.-odpowiedziała Anva.
Nie tylko to był znak szczególny, miał jeszcze czarną nutkę na klatce piersiowej.Wyszliśmy z hotelu z niczym, a wracaliśmy z małym lwem który już zrobił coś dobrego, pogryzł buta Leonowi, bo ten ćwok bał się zwrócić lwu uwagę, chyba polubię małego szkodnika, był to cudny dzień.

Rozdział piąty

          Anva 

Rano obudził mnie pukanie do drzwi, była to Heroina. Była zamyślona, ale jak mnie zobaczyła starała się to ukryć.
- Siostrzyczko, wreszcie cię mogę przytulić- i to zrobiłam- i pogratulować za igrzyska, jestem z ciebie dumna.
-Dziękuje, a ty, chodzisz z Wellingerem- zaczęła się śmiać.
-Tak, i zgadnij kogo spotkałam jeszcze?
- Michaela?- zapytała, jakby wiedziała.
-Tak, skąd wiesz?
- Zgadywałam, jak tam u niego?
- Wciąż tak samo wredny- zaczęłam się śmiać, a ona ku mojemu zdziwieniu nie.
- Idziemy na śniadanie?- spytała jakby chciała skończyć temat.
- OK. Tylko pójdę po Andiego.
Na śniadaniu jak na złość, byli Michael, Gregor i Thomas. Do tych dwóch ostatnich nic nie miałam, ale do Haybeacka, yhhhh... ale postanowiłam na niego nie  zwracać uwagi. Hera przywitała się z chłopakami z polski, a następnie poszła do grupki Austriaków, przywitała się, a nawet pocałowała w poliko mojego wroga. Przyszła do nas z zaczęliśmy jeść. Andi gadał coś z moją siostrą, a ja nic nie mogłam wiedzieć, bo to niby niespodzianka, kolejna?
Po treningach chłopcy mieli serie klasyfikacyjną, w której najlepszy okazał się Thomas Morgenstern. Mieliśmy po tym iść na miasto, ale Hera nie chciała i została w hotelu, i my poszliśmy na ,,małe,, zakupy.
Ja uwielbiam ubrania Chanel, Klein, Armani, Gucci, a najbardziej torebki i  buty. Jak zawsze musiałam mieć kogoś do doradzania, ale zwykle była to Heroina i ona nie lubiła tego typu ciuchów, wolała adidas, nike, bądź Reebok, szliśmy na kompromis ja grałam w angrybirds jak ona robiła zakupy, a ona słuchała muzyki jak ja robiłam zakupy.  Tym razem wybrałam się z Laurą, która też uwielbiała zakupy tak jak ja <3
Byliśmy w sklepie Chanel, i nagle zauważyłam coś na palcu Laury, coś pięknego. Był to pierścionek z pięknym brylantem.
- Laura?!- powiedziałam-Od kiedy masz taki piękny pierścionek?
Zaczęła się uśmiechać, a ja już spodziewałam się co mi odpowie.
-Maciek poprosił mnie o rękę-odpowiedziała, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
-I ty mi nie powiedziałaś, kiedy to się stało?
-Wczoraj.
-To gratuluje, kiedy wesele? Mam nadzieję że będę druhną.
-Oczywiście, jeszcze nie planowaliśmy tego przecież dopiero co mi się oświadczył.
Po zakupach spotkaliśmy się z Heroiną  w kawiarni. Ona już tam czekała.
-Ty wiesz że Laura wychodzi za mąż?- od razu musiałam to powiedzieć Herze.
-Och... Gratuluję ci Laura- powiedziała, ale widać po niej że była zamyślona. Laura musiała iść do toalety, a Hera zaczęła mnie pytać- Myślałaś kiedyś o naszych rodzicach.
- Zawsze, przecież nas wychowali- powiedziałam.
-Nie... chodzi mi o naszych biologicznych rodzicach, no wiesz, jak mają na imię, jak wyglądają czy żyją?
-Nie, oni nas porzucili, chociaż - nagle przypomniał mi się mój sen- śniło mi się że nasza matka, prawdziwa, nas odnalazła.
-Naprawdę...-ucichła, i nie dokończyła, ponieważ wróciła Laura, i wypiłyśmy małe late.
Następnego dnia, były ostatnie zawody PŚ. Już o 12:30 byliśmy na skoczni. Tym razem zostaliśmy w wiosce. Po trzech godzinach zobaczyłam Andiego który zmierza w moją stronę, przywitałam  się z nim czułym pocałunkiem.
-I jak?-zapytałam.
-Niezbyt- czułam ze mówi prawdę- Dobre drugie miejsce w klasyfikacji generalnej- uśmiechnął się.
-Gratuluje, to tylko dekoracja została.
Pierwsze miejsce miał Kamil, a trzecie, i to mnie zdziwiło miał Michael, Kot dopiero na czwartym ale i tak się cieszył, i już mógł się skupić na weselu. Po dekoracji Heroina mówiła że musi gdzieś iść i że wróci dopiero wieczorem. A my z Andim postanowiliśmy świętować sami.
-Słuchaj, co z nami teraz będzie- zapytałam.
- Normalnie, będzie dobrze teraz tym się nie przejmuję.
-Jak nie teraz to kiedy, przecież jutro wracamy, ty do Niemiec, ja do Polski.
-Właściwie, to na dwa dni, trzeba się spakować na wakacje.
-Co masz na myśli, jakie wakacje, gdzie?
-Do Afryki.- I wtedy zrozumiałam że to jest pewnie ta niespodzianka.