Nigdy mnie nie zapomnij

Nigdy mnie nie zapomnij

wtorek, 24 czerwca 2014

Epilog

Co to jest śmierć? Dla chorych jest ona nagła, bolesna. A dla żołnierzy? Dla nich, to duma. Dla ojczyzny poświęcają to co mają najważniejsze, życie.  Nigdy nie chciałam umrzeć w domu, jak spałam. Myślałam nad tym jaka ona będzie? Żaden żołnierz nie chciałby aby jego śmierć była ot tak, na raka, wylew itd.
Na polu bitwy jest wiele przemyśleń. Jak wygląda moja córka Holi, czy Anva jest szczęśliwą matką  swoich bliźniąt, czy Michael wygrywa zawody? Tego nie wiem, zapewne ogłosili mnie zaginioną. Typowe dla wojska. A ja tu jestem walczę! I wygrywam.

-Holi podasz cioci butelkę z mlekiem, trzeba nakarmić bliźniaki.
-Już idę- powiedziała mała murzynka tupocząc swoimi nóżkami o drewnianą podłogę.
-Dziękuje Ci- powiedziałam, a tuż zaraz usłyszałam dzwonek do drzwi- pójdziesz otworzyć?
Poszła otworzyć a ja siedziałam na kanapie dając jeść małym. W drzwiach ujrzałam, Heroinę, to była ona. Ubrana w militarny strój a na ramieniu miała torbę.
-Witaj Anva- spojrzała się na mnie.
-Heroina, ty żyjesz!- wtuliłam się w nią. Zobaczyłam, ona była ranna- Co to?
-Poszczelili mnie, miałam operacje, a już jest dobrze, a gdzie jest Andi?
-Na treningu.
-A Michael?
-Ty nie wiesz.
-Czego nie wiem?!
-Usiądź wszystko Ci opowiem!
Michael pół roku temu zmarł. Na zawodach, mieli kiepskie warunki, a trener Pointner i tak go puścił, zbyt mocno zawiało i on upadł, ratowali go miesiąc, niestety, nie dał rady.
Heroina słuchała z łzami w oczach, nie mogła uwierzyć że go już nie ujrzy. To było smutne.

Już parę lat minęło od powrotu Hery, pozbierała się, zaczęła trenować biegi narciarskie, wszystkie zwycięstwa dedykuje żołnierzom i Michaelowi. Jest już złotą medalistką, i okrzyknięta najlepszą zawodniczką. Wychowuje Holi która chcę zostać prawnikiem.
A ja z Andi wychowujemy nasze maleństwa, Andi zrezygnował z skoków, nie chcę zostawić nas tak jak Michael Heroine. Jest trenerem w jego rodzinnym klubie. A ja, ja zajmuję się moimi skarbami, Grey

I nie wszyscy żyli długo i szczęśliwie........
THE END

piątek, 2 maja 2014

Rozdział czternasty

Mijały dni, a ja obserwowałem jak się rozwija ciąża mojej narzeczonej. To był już 9 miesiąc. Lada dzień urodzą się maleństwa. Jestem szczęśliwym ojcem. Hera już wyjechała ślad po niej zaginął. Powiedziano nam że jest w kręgu poszukiwanych/zaginionych na linii frontu. Michael się załamał. Holi podczas zawodów jest u Anvy.
-Kochanie kiedy będziesz?- zapytała opłakanym głosem Anva.
-Zaraz, a co jest?
-Znalazłam pamiętnik Hery. Ona chyba wiedziała że tam umrze.
-Kochanie, ona żyje, jeszcze wróci.
-Andreas ja w to nie wierze.
Wszedłem do domu, Anva i Holi leżały na podłodze i płakały.
-Nie płaczcie- podszedłem do nich, i przytuliłem.
-Ona to czuła.- Anva.
- Nic nie możemy zrobić. Przeczytasz fragment.
-Ona zostawiła list do mnie i ciebie.

               Drodzy 
   Jeżeli czytacie ten list to znaczy że nie żyje, bądź jestem na liście zagubionych. Powiem że te dwie rzeczy są wspólne , w wojsku nie ma takiego czegoś jak zaginienie. Nie martwcie się. Żyjcie, kochajcie się, bądźcie szczęśliwymi rodzicami. Powiedzcie Holi że ją kocham, i jestem z nią w jej sercu. 
                                   Heroina.
-Michael wie?
-Dla niego też jest.
-On jutro wraca, dasz mu to, nic nie mów mu o pamiętniku, nie stresuj się bo urodzisz.
-Jutro mamy urodziny.
-To dla niej postaraj się wytrzymać do jutra.

Dziś poszliśmy wcześniej spać, razem z Anvą czuwaliśmy. Anva poczuła skurcz. Pojechaliśmy razem do szpitala. To zaczynamy rodzić.

--------------------------------
To już jest ostatni rozdział, trochę mało, no ale...
To tylko epilog.
Pozdrawiam :*

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział trzynasty

W tamtej chwili byłam szczęśliwa że go mi Bóg oddał. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tamtego popołudnia nie poszłam do domu, zostałam z nim. Choć jeszcze był trochę słaby wyglądał dobrze, zostało mu jeszcze rehabilitacje, no i jeszcze kilka dni w szpitalu. Nie byłam już zła na niego, że narażał życie. On był trochę w szoku, dlatego gdy doktor powiedział mu o tym że przez kilka miesięcy może i więcej nie mógł skakać. Heroina nam pomagała, pomogła mi, Michael pomógł Andreasowi. Oni obydwoje nas wspierali, choć sami nie mieli lekko. Przyszli do niego na odwiedziny. Andi jeszcze nie wiedział o tym, że Heroina jedzie na misje. Miała mu to sama powiedzieć, Holi nie mogła tego wiedzieć, tak mi się wydaje.Andi cieszył się na widok małej Holi, widać że ją polubił.
-To co?- zaczęła rozmowę Hera- Zostaniecie rodzicami.
-Tak bardzo się cieszę- odpowiedział Welli.
-Nie dziwię się- wtrącił Michael- mieć żonę i dziecko to naprawdę wielkie szczęście.
-Dzieci- odpowiedziałam.
-Co?- zdziwieni, razem zapytali obecni na sali, nawet Andreas.
-Byłam na badaniach, no i.....- zamilkłam- Będziemy mieli bliźnięta.
-Kochanie- lekkie łzy poleciały po policzkach mojego narzeczonego.- Naprawdę? Tak się cieszę, teraz podwójnie.
-An to gratuluje.- powiedziała Heroina.
-Dziękuje- powiedziałam- to już ósmy tydzień.
-A płeć znasz?- spytał tatuś.
-Nie, to jeszcze za wcześniej, ale nie wiem czy chcę ją znać.- odpowiedziałam.
Przez tą rozmowę bacznie przyglądałam się Michaelowi, był smutny, zamyślony i wściekły w jednym. Trochę mi ich żal, muszą patrzeć na nasze szczęście, gdy oni nawet w 2% nie są szczęśliwi. Miało być tak idealnie, a wyszło, co wyszło. Niestety trzeba żyć dalej, a poza tym Heroina nie wyjeżdża na wieczność, tylko na rok.

Andreas 

Byłem tak szczęśliwy, moja przyszła żona jest w ciąży i urodzi bliźniaki, lepiej być nie może. Heroina i Michael też wydają się szczęśliwi, w końcu mają życie jak w bajce....
Dziewczyny pojechały do domu, Holi była zmęczona, a w domu czekał Gra-y, który za niedługo ma trafić do zoo w Berlinie, oczywiście Anva będzie mogła go zabrać kiedy chce, ale w zoo będzie miał lepiej.
Michael został ze mną, chciał pogadać, wydawał się zamyślony, czyżby zdradzał Heroine, a może ona jego?
Siedzieliśmy w ciszy, ani on nie chciał zaczynać rozmowy, a ja to tym bardziej.
Wreszcie, zaczął mi mówić o jakieś misji wojskowej, nie miałem pojęcia o czym mówi, po chwili dodał:
-No i Heroina jedzie na taką misję.- zamilkł.
Milczałem. Nic nie powiedziałem, dopiero później do mnie to dotarło, nie wiedziałem co powiedzieć.
-Stary, przykro mi.- wypowiedziałem to bo nic innego nie przyszło mi do głowy.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ja się teraz czuje, zostanę sam.
-Nie.
-Tak- odpowiedział patrząc mi w oczy.
-Nie- powtórzyłem- Masz jeszcze Holi.


--------------------------------------------------------------
Jest :P Wreszcie :) Taki trochę denny ale myślę że nie jest taki zły, no nie? :)
Pozdrawiam :*

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział dwunasty

-Może nie przeżyć tej nocy- odrzekł doktor. A ja nie wytrzymałam, wybiegłam na dwór, miałam ochotę zamknąć oczy i ich nie otworzyć. Ta wiadomość nie dotarła do mnie, albo, dotarła tylko zbyt szybko. Miałam już nigdy nie usłyszeć jego głosu, nie poczuć jego ust, i ciepła który mnie otulał w zimowe wieczory. On nie może umrzeć, jeśli to zrobi to i ja to zrobię. Jedyna rzecz która mnie by tu zostawiła to malutki Andreas, którego nosiłam w sobie.Głupi jeden skok przeważył o całym życiu, nie tylko jego, ale i naszym...
Heroina wybiegła za mną, wołając mnie abym się zatrzymała. Posłuchałam ją.
-Weź się w garść- odpowiedziała- będzie dobrze, musi być, rozumiesz. Andreas przeżyje, słyszysz?!- a w jej oczach był strach, ona sama nie wierzyła w to co mówi. Ja jej nie wierzyłam. Wierzyłam w to że Bóg pozwoli nam być razem, czy to na ziemi, czy to w niebie.
-Ale słyszałaś co doktor mówił? Ty nie masz takiego wykształcenia, i nie wiesz co mu jest.Nie wiesz co ja teraz czuję. Mam zostać samotną matką, mam żyć bez niego?
-Ty jeszcze go masz? Jeszcze nie zmarł. Teraz powinnaś być przy nim i z nim rozmawiać. Myślisz że ja mam łatwo. Za trzy tygodnie będę musiała strzelać do morderców, może i ja nie przeżyje, to jest pewne.-powiedziała Hera. Może ma racje ona musi tam jechać. Trochę te słowa podniosły mnie na duchu, ale niestety Michael wszystko usłyszał.
-Ty wyjeżdżasz na misje?- powiedział z łzami w oczach-Kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć, dzień przed?- odszedł a Heroina za nim.
Postanowiłam pójść do sali w której leżał Andi, cały czas spał, wszystkie rany były okropne. Cisza w sali mnie przerażała, nie wytrzymałam musiałam coś się odezwać.
- Czemu ty tak się spieszyłeś? Przecież i tak bym poczekała, ja zawsze za tobą poczekam nawet teraz, nie opuszczaj mnie, ja jestem w ciąży z tobą będziemy mieli dziecko, nie zapomnij o nas gdy będziesz tam u góry wybierał życie na ziemi czy w niebie. Proszę. Kocham Cię.- zasnęłam głową na jego dłoni.

W tym samym czasie u Heroiny i Michaela.

-Czemu mi nie powiedziałaś?- powiedział chłopak.-  Tylko nie mów że się bałaś.
-Nie bałam się.
-To dlaczego?- zaczął płakać.
-To nie było takie proste, wolałam powiedzieć kilka dni przed, żebyśmy żyli normalnie. Nie chciałam źle.
-No dobrze. Skąd taki pomysł żeby się zapisać na misje? Dla kasy, przecież nigdy ci niczego brakowało.
-Nie dla pieniędzy. Zrozum ja poszłam do wojska dlatego żeby się spełnić, zrobić coś dla kogoś, nie tylko dla siebie, a w tamten czas tylko to mi do głowy przychodziło. Przepraszam że Cie zawiodłam. Obiecuj mi że zaopiekujesz się Holi, i Anvą jak Andreas nie będzie mógł.
-Nie przepraszaj, to moja wina, zaczęliśmy szczęśliwie żyć i nie wyobrażam sobie jego bez ciebie.
Już nic nie powiedzieli. Przytulili się przyszli na korytarz przed się Andreasa, i zasnęli na fotelu.

Rano obudziły mnie jakieś głosy. Damski i męski. Weszli do sali, a ja od razu wstałam. Andreas nadal nie dawał oznak na poprawę jego stanu. Jego mama i tata to ich usłyszałam. Weszli do sali, pierw spojrzeli na ich syna a następnie na mnie.
-Anva, rozmawialiśmy z doktorem i on nam powiedział że jego stan jest cały czas stabilny, dziwi się że przeżył tą noc, ale zanim się wybudzi minie kilka dni.
Nic nie powiedziałam byłam wyczerpana, przez połowy nocy nie spałam i rozmawiałam z nim nawet nie pamiętam o czym. Oni patrzyli na mnie, chyba nie wiedzieli o tym że jestem w ciąży.
-Jestem w ciąży.- powiedziałam patrząc się w oczy dziadków mojego dziecka. Nic nie powiedzieli, uśmiechali się raz to do mnie a drugi to do leżącego Andreasa.Chyba się cieszyli.

Mijały dni, a ja cały czas siedziałam u leżącego, śpiącego Andreasa. Pięć dni po wypadku stał się cud. Jak co dzień na pożegnanie mówiłam mu słowa.
-Tylko mnie nie zapomnij.
I nic się nie zmieniło wtedy. Pocałowałam go w czoło. On otworzył oczy, pierw myślałam że mi się przewidziało, ale gdy mi odpowiedział wiedziałam że to nie są przewidzenia.
-Nigdy Cię nie zapomnę.
--------------------------------------------------------
Mój ulubiony rozdział. Jest nawiązanie do tytułu. Nie mogłam się doczekać aż opublikuje ten rozdział, więc jest od razu. Myślę że się spodoba. Całuski :*

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział jedenasty

  Anva 
Nie zdawałam sobie sprawy z powagi jej sytuacji. Ja się ciesze z powodu mojego wesela, a ona miała się już z nami żegnać. Obiecałam jej że nikomu nie powiem, do mojego wesela. To już trzy tygodnie. Postanowiliśmy się dziś dobrze bawić.
Trochę już się przyzwyczaiłam że mam matkę ale i tak jej nie nazywałam tak. Wolałam ,,pani''. Widać było że Heroina już się do niej przyzwyczaiła.Poszliśmy na plac zabaw z Holi. Mój telefon przeszkodził nam w w zabawie. To Michael, ale dlaczego do mnie?
-Halo.
-Anva, stało się nieszczęście, Andreas.- zamilkł.
-Co Andreas?- zaczęłam się drzeć do słuchawki.
-Miał wypadek na treningu, właśnie jadę do szpitala. Nie jest chyba dobrze.
-Do jakiego szpitala, zaraz wyjdę.
-Przewieźli go od razu do Berlina.
-Ale konkretnie?
-ARGRA Klinik Berlin ulica Carmetr. 

-Co się stało?- spytała Hera.
-Andraes jest w szpitalu. Jadę.
-Ja tez, mamo zostaniesz z Holi?- zapytała Hera mamę.
-Oczywiście, to my pójdziemy na ten plac a wy jedźcie.- powiedziała mama.
-Dobra, a czy ty chcesz jechać?- powiedziała Hera
-Jak to czym, moim samochodem.-odrzekłam.
-Samolotem pojedziesz w pół godziny.
-Skąd ja teraz znajdę linie lotnicze które akurat lecą do  Berlina?
-Poczekaj. -powiedziała i już wykręcała do kogoś.
-Za 20 minut mamy być na lotnisku, załatwiłam prywatny samolot.- powiedziała Hera.
-Dziękuje.

Już po godzinie byliśmy w szpitalu. Pośpiesznym krokiem skierowałam się do recepcji i zapytałam o Andrasa, gdzie on leży.  Heroina zauważyła Michaela już nawet nie słuchałam co mówi pielęgniarka w recepcji, podeszłam do niego.
-Co z nim, gdzie on jest?- zapytałam.
-Ma operacje, trzeba czekać.
-Ale jak to się stało?- zapytałam, usiadłam i zaczęłam płakać.
-Wiatr był za mocny, miotło go, trener mu nie kazał, ale on się uparł że są dobre warunki, chciał szybko wrócić do ciebie.
-Narażał swoje życie, żeby szybciej przyjechać do mnie?! To moja wina.
-Nie, on mi powiedział o twoim stanie, nie powinnaś się obwiniać.- powiedział, i nagle Hera zareagowała na słowa Michela.
-Jakim stanie, Anva coś Ci jest?- zapytała.
-Jestem w ciąży, wczoraj się dowiedziałam, miałam ci powiedzieć ale ty mi powiedziałaś to, i nie chciałam...
-Co jej powiedziałaś?- zapytał Michael Heroine.
-Słuchaj nie jest dobrze..- przerwał jej lekarz operujący Andraesa.
-Co z nim jest- zapytałam.
-Pani pewnie to jego narzeczona? Przeprowadziliśmy już operacje, ale stan cały czas jest ciężki. Przykro ale muszę to powiedzieć....
-Co niech pan mówi..- krzyknęłam na niego.

---------------------------------------------
Dzisiejszy rozdział jest trochę tragiczny. Przykry.

A tak poza tym
KAMIL DZIŚ ZAJĄŁ 1 MIEJSCE I ODZYSKAŁ ŻÓŁTY PLASTER. JUPI!!!
GRATULUJEMY :*

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział dziesiąty

Wstałam o 10:00, po pierwsze Holi nie dała mi się wyspać, a po drugie Michael miał o 14:30 wyjechać na treningi, zima się skończyła ale LGP miało się zacząć lada moment. Musieliśmy się pożegnać z nim, a Holi miła dziś poznać się z babcią Holi, Anva miała do nas dołączyć tylko ona myśli że tylko z nami czyli mną i małą. Mama też nie wie że pozna swą drugą córkę. A to będą miały niespodziankę.
Tylko nie to mnie zamartwiało. Dziś przed spotkaniem miałam ważną sprawę. Bałam się tej sprawy. Nikomu nie mogę tego powiedzieć.
 Anva była o 15 i już pukała do naszych drzwi. Holi poszła otworzyć.
- Cześć ciociu.
-Część maluszku, co tam u was słychać?
-Mama zaraz wychodzi, a tata pojechał wygrywać, a ja zostaje z tobą na małą godzinkę. A reszta to niespodzianka, nie mogę wygadać.
-No dobrze, a gdzie mama? zaprowadzisz?
-Mhm..
- Cześć Anva, zostaniesz z małą, muszę załatwić coś na mieście.
-Jasne, a gdzie się wybierasz?
-Nieważne, a gdzie masz Grey-a?
-Jest u swojej ulubionej niani!- zaczęła się śmiać.
-Niech zgadnę Leon?
-Mhm...- i wtedy wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.

Wyszłam, miałam spotkanie z kimś który miał mi powiedzieć coś ważnego, coś co zrobiłam w szkole dawno temu, i tego nie żałuje choć wiem że to nic dobrego. Będę robiła to co mam za zadanie. Zrobię wszystko co w mojej mocy.

Po spotkaniu nie byłam w stanie dojść do domu, musiałam pójść z  świadomością że za miesiąc wszystko się skończy, dla mnie. Doszłam do domu gdzie już czekały na mnie uszykowane na wyjście na lody Anva i Holi.
Z mamą byłam już umówiona, więc poszliśmy do kawiarni w której z daleka widziałam mamę jak już czekała.

-Heroina!- zawołała.
-Mama- odpowiedziałam i podeszłam do niej wraz ze mną Holi.
-Mama?- powiedziała Anva ze zdziwieniem.
- To jest Holi, czyli nasza biologiczna mama.- opowiedziałam jej jak ją spotkałam, i że ja jej wybaczyłam a to co ona zrobi to jej sprawa ja chcę żeby Holi miała babcie.
-  Dobrze- powiedziała Anva- mamo?! chyba mnie rozumiesz dlaczego tak zareagowałam, nie widziałam Cię dwadzieścia parę lat, nie byłam przygotowana na to spotkanie, i jeszcze te emocje związane ze ślubem.
-Słyszałam o twoich zaręczynach od Heroiny, gratuluje.- powiedziała mama.
-Dziękuje ma się odbyć za trzy tygodnie, nie chcemy czedkać.
- Za trzy tygodnie??- zapytałam byłam trochę zdziwiona.
-Tak, zaproszenia zostały już wysłane- powiedziała do mnie- i oczywiście ty też jesteś zaproszona, mamo.- zwróciła się do mamy.
-No dobrze dobrze ja jestem Holi, kiedy zjemy te lody?- zapytała moja córeczka.
-Ja też jestem Holi, i jestem twoją babcią , kupię ci największy deser, ok?-powiedziała mama.- To my pójdziemy zamówić desery a wy tu zastańcie.
Poszły a ja czułam że muszę się komuś wyżalić.
-Anva?- zapytałam, upewniałam się czy mnie będzie słuchać.
-Tak?
-Mam problem, za miesiąc mnie już nie będzie tu.
-Ale co masz na myśli?
- Za czasów studiów zapisałam się do armii krajowej, oni mieli mi dać cynka, telefon kiedy miałabym wyjechać na misje. To się dziś stało, na tym spotkaniu powiedzieli mi że za miesiąc muszę wyjechać nie ma odwrotu, ponieważ już nikogo nie mieli. Wypadło na mnie.

-----------------------------------------------------------------
Mamy X rozdział, mój ulubiony. Mam jeszcze ok. dziesięć może więcej rozdziałów, więc to jeszcze trochę.
Teraz mam trochę materiału do nauki więc rozdziały  będą co tydzień może mniej. Niestety trzecia klasa :/

CZEKAM NA WASZE OPINIE, TO MNIE MOTYWUJĘ :)

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział dziewiąty

          Laura 
To już dziś, mam zostać Panią Kot, tak się cieszę...... Wszystko gotowe, wystarczy tylko powiedzieć ,,Tak''.
Trochę się boje, ale na strach teraz nie pora. I'm ready!
Miałam najpiękniejszą suknie ślubną, wesele jest w Zakopanym. Nawet dziennikarze się nim zainteresowali.
Kwiatki przed moimi nagami posypała Holi, a za rękę trzymał mnie tata, kościół był pełen, a koło księdza stał mój ukochany, Maciek. Gdy już stałam koło niego poczułam się bezpieczna. Kocham go.
 Nie słyszałam  co mówił ksiądz, ale gdy Maciek zaczął składać przysięgę chciałam się rozpłakać, on jest tak kochany, ale była pora na mnie. potem zostało mi do powiedzenia jedno:
-Tak.
Gdy on mi to samo odpowiedział, skrzypce zaczęły grać, a my wyszliśmy z kościoła, i weszliśmy do góralskiej karocy.
-Kocham Cię- powiedziałam do Maćka.
-Kocham Cię- odpowiedział, i pocałował mnie.

Weselna sala była to chata góralska, z drewna i tylko drewna.
Anva siedziała po mojej prawej stronie a koło niej Andreas, po lewej stronie Maćka siedział jego druhny Piotrek.
Nadszedł czas na pierwszy  taniec. Trochę się denerwowałam, zawsze miałam dwie lewe nogi do tańca ale gdy on jest przy mnie czułam się dobrze.
Zatańczyłam dość dobrze. Gdy podli nam kolacje, poczułam że muszę wyjść do toalety, było mi niedobrze.

-Laura- zawołała mnie Anva.
-Jestem tu- powiedziałam z twarzą w muszli klozetowej.
-Co ty tutaj robisz?-zapytała.
-Zrobiło mi się niedobrze.- oznajmiłam.
- Przecież nic jeszcze dziś nie jadłaś?!
-Fakt. -zaczęłam rozmyślać- Okres też mi się spóźnia.
-Wiesz co to znaczy- odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
Jestem w ciąży, naprawdę. Trochę się cieszę, trochę? nawet bardzo, ale obawiam się jak to powiem Maćkowi, czy on też się ucieszy, obiecaliśmy sobie że poczekamy z dzieckiem..... Może mu nie powiem?
-Obiecuj mi że nie powiesz Maćkowi, nikomu.-powiedziałam do Anvy.
-Ale Laura?!
-Obiecaj!
-Dobrze.-odpowiedziała.

     Anva

Wróciliśmy na miejsca. A Andi znikł. Zauważyłam go jak się bawi z Holi, tak słodko wyglądali, tyle szczęścia, moja siostrzyczka jest już duża, i ma rodzinę.

           Heroina 
Na weselu było cudownie, wreszcie Anva pogodziła się z Michaelem, i to mnie cieszy. Jeszcze tylko musi poznać mamę, to będzie trudne, aby ona jej wybaczyła. To nie jest moje jedyne zmartwienie, ale o drugim staram się nie myśleć, może jeszcze coś się zmieni. Oby.

Na weselu nie zostaliśmy długo, ale jedno mnie zdziwiło na nim, bo o punkt 22:00, Andi miał niespodziankę dla Anvy. Wszyscy paczyliśmy na nich, a on uklęk i wyciągnął małe pudełko z pierścionkiem. O BOŻE ON JEJ SIĘ OŚWIADCZA.

-Anva kocham Cię, wyjdź za mnie?- powiedział Andreas.
-Tak- powiedziała moja siostra, tak jakby na to czekała. Pocałowali się, a Leon który był zaproszony zaczął płakać. Pewnie ze szczęścia, on się tak łatwo wzrusza....

-------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy następny rozdział. Myślę że będzie się podobało. Pozdrawiam :)

CZYTASZ = KOMENTUJ