Nigdy mnie nie zapomnij

Nigdy mnie nie zapomnij

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział pierwszy

                                         ***
 Witajcie! Mam nadzieje że opowieść wam się spodoba, jeżeli nie, to proszę komentujcie ;) Życzę miłego czytania ;*


                                          *

 Był chłodny  poranek . Świeży chleb   stygł już  w  chlebaku. Anva jeszcze spała, a ja cichym krokiem wyszłam z naszego mieszkania.

                                        ANVA 

Rano gdy wstałam  Hery   już  nie było, na stoliku nocnym  zauważyłam kopertę, otworzyłam ją , był tam liścik na którym było napisane :

                         ,,Pojechałam  na  zawody, niestety nie mogę pojechać  do Oslo z tobą , zabierz Laurę i jedź  się  zabawić. Całuję, TWOJE  UZALEŻNIENIE."

Zawsze tak się podpisujemy, to jest  nasz znak rozpoznawczy, imiona. W kopercie prócz listu, były dwa bilety na skoki narciarskie w Oslo. Natychmiast zabrałam się za pakowanie rzeczy najpotrzebniejszych. Laurę poinformowała telefonicznie, już za 30 minut byłyśmy gotowe do wyjazdu. Podróż  trwała prawie 10 godzin, umówiliśmy się że  na zmianę będziemy prowadzić  samochód.  Dojechaliśmy na miejsce o  godzinie 15:00. Od  razu po przyjeździe  do hotelu, jedynym o czym marzyliśmy to łóżko. Niestety, razem  z  Laurą zostałyśmy zaproszonę na konferencje prasową z udziałem skoczków narciarskich.
Na konferencji  byli wszyscy  zawodnicy zawodów, a  ja z czterdziestu  znałam  tylko pięciu, Kamila, Piotrka, Dawida, Maćka i Janka. Podeszłam do nich, a oni zaczeli składać ko ndolencje. Jeden chłopak patrzył się na mnie, jego twarz wydawała mi się znajoma, te duże      niebieskie oczy, myślałam skąd go kojarze, a tu usłyszałam głos Kamila skierowany do mni e, a ja przestałam myśleć o niebieskookim.
- Jak się trzymacie?- zapytał.
- Jakoś leci, próbujemy żyć dalej- odowiedziałam, a w moich oczach pojawiły się  łzy.- Ale...- załamał mi się głos- mam was chłopaki i to mnie podtrzymuje na duchu- zaczeliśmy się śmiać, zajeliśmy miejsce.  Był dość nudno, nawet jak dla chłopaków. Po zebraniu w drodzę do pokoju  czułam kogoś obecność, jakby ktoś mnie śledził, a nikogo nie widziałam nikogo. Nagle poczułam ciepły oddech na karku, odwróciłam się a tam chłopak, ten który patrzył się na mnie w sali konferencyjnej.  Przez mi minute milczeliśmy, patrząc sobie w oczy.
- Pamiętasz mnie Anva?- zapytał.
- Jak mogłabym zapomnieć tego uśmiechu- odpowiedziałam z uśmiechem, to był mój ukochanny.....Andi . To był on, z 20 lat go nie widziałam. Gadaliśmy godzine n czasu, aż w k ońcu zaprosił mnie na obiad, zgodziłam się. Po chwili przypomniałam sobie o Laurze. Zaczełam biegać po pokoju, i drzeć się ,, Laura ", w końcu znalazłam ją w łóżku, spała, i pad łam z zmęczenia.
Rano obudził mnie krzyk Laury:
- Cholera Laura co jest?- zapytałam, ponieważ ona wybiła mnie z pięknego snu.
- Maciej- powiedziała, po chwili się opanowała- Maciej Kot zaprosił mnie dziś na obiad.
- Skąd ty go znasz?- spytałam bo wczoraj nawet jej nie widziałam w naszym towarzystwie.
- Byłam już na śniadaniu na dole, i go spotkałam.- mówiła to takim głosem jakby się zakochała- On pierwszy zagadał, tyle tematów poruszyliśmy, a na końcu on musiał już iść, i  tak jakoś zaprosił mnie, Anva musisz iść ze mną-rozkazała.
- Laura ja też wczoraj kogoś spotkałam, i on też zaprosił mnie n dzisiejszy obiad.
- Kto to? Ładny, kim jest z zawodu?
- Zaraz poczekaj, to może po kolei. Ma na imię Andreas, tak jest przystojny, i jest skoczkiem narciarskim.- odpowiedziałam z wstydliwym uśmiechem. Nigdy jej się nie zwierzałam, zazwyczaj robiłam to z Herą.
- Ok, to dzisiejszy obiad zjemy osobno- powiedziała ze smutną miną.
- Nic się nie zmieni, śniadania też nie jadłam z tobą- odpowiedziałam ponuro, choć byłam bardzo szczęśliwa że dzięki temu ona poznała Maćka, i chyba się zakochała.
Do południa stroiłam się aby na obiad pójść i zaprezentować się jak najlepiej. Jejciu tyle go nie widziałam, i trochę się stresuję.
Zbliżała się godzina 14:00,a ja już siedziałam przy stoliku w restauracji której mieliśmy się spotkać. Patrzyłam na zegarek 14:15, cholera spóźnia się, może w ogóle nie przyjdzie. Te myśli mnie przerażają. Co minutę zerkałam na wejście, ale go nie było. O godzinie 14:45 straciłam sens czekania, aż nagle zobaczyłam go był ubrany w dżinsy, koszule i marynarkę, w ręku trzymał tuzin czerwonych róż. Podszedł do mnie, a ja spytałam go czemu się spóźnił, on na to:
- Obiady jadam o 15.
Albo jest ze mną nie tak, ale nie wyczułam w tej wypowiedzi nic. Słowa rzucone na wiatr, a to przecież on się spóźnił, i on nie przeprosił. Po chwili zaczął się śmiać. Usiedliśmy na miejsce, a on zaczął temat:
- A więc Anva przepraszam za spóźnienie, stało się to ponieważ byłem na treningu i się trochę przedłużyło, jeszcze raz przepraszam. Wybaczysz?- powiedział to tak słodko, i jeszcze te oczy....
- No dobrze- powiedział o on chyba trochę wyluzował tak jak ja- To jesteś skoczkiem.
- Tak. A ty kim jesteś z zawodu, i czemu przyjechałaś do Oslo?- zapytał. Tak, nigdy się nie interesowałam sportem, za to odpowiadała Heroina.
- Jestem weterynarzem, teraz studiuje chirurgie zwierzęcą, przyjechałam tu ponieważ Hera nie mogła a chcieliśmy odwiedzić chłopaków z kadry, przyjechałam z koleżanką Laurą.
- Aha. A właśnie jak tam Heroina?- zapytał patrząc w moje brązowe oczy.
- Dobrze, pojechała na zawody w biegach narciarskich.
Gadaliśmy z cztery godziny, raz czy dwa razy Andi zabrał mnie za rękę a ja od razu ją cofałam. W końcu on powiedział:
- Choć, mam dla Cibie niespodziankę.

1 komentarz:

  1. o matko, czyżby to był Wellinger? dobra, to musi być Wellinger. niebieskie oczy <3

    jestem bardzo ciekawa co to za niespodzianka dla Anvy...

    poza tym wyczuwam, że Anva nie jest obojętna Andiemu. tutaj coś się będzie działo :)

    pisz szybciutko następny rozdział bo ja chcę wiedzieć co dalej. pozdrawiam gorąco i życzę bardzo dużo weny, chęci i czasu na dalsze pisanie :*

    OdpowiedzUsuń